Na blogu ostatnio cisza.... Do mojego krwiobiegu wdarł się groźny wirus potocznie zwany lenistwem. Zadomowił się skubany i całkiem mu we mnie wygodnie. Sparaliżował mi paluchy i stukanie w klawiaturę stało się mocno utrudnione. Remedium na tę przypadłość jeszcze nie wynaleziono, ratuję się zatem myślą, że "wszystko mija " i " jutro też wstanie dzień" oraz dopuszczam ewentualność, że nie zostanę słynną blogerką ( śmiech :) ). Jednak proszę nie myślcie, że tak jałowo spędzam czas. Buszuję i wyszukuję, co rusz wnoszę coś na to nieszczęsne czwarte piętro. Domowe ognisko sobie coraz piękniej płonie a ja dokupiłam kilka książek i czytam przy kominku ze świec :)
3 cze 2014
21 maj 2014
Plakat
Dekoratorskie zapędy dopadły mnie już w wieku wczesno-nastoletnim. Przejawiały się wielkim zamiłowaniem do wszelakiej maści kompozycji z suszonych kwiatów i obwieszaniem prawie wszystkich ścian w pokoju plakatami. Zaczęło się ( chyba) tradycyjnie. Romantyczne delfiny wyskakujące wysoko na tle zachodzącego słońca... Skromnie ubrane damsko-męskie pary pod dziwnie wykręconą palmą. Bravo! Dizajn wprost z kiosku Ruchu. Teraz ściany mojego mieszkania jeszcze nie są plakatem skalane, ale... coś się kroi :) Natknęliśmy się w sieci na plakaty autorstwa Ryszarda Kaji i przepadłam. Jest i Solina i Cisna - czyli prawie moje rodzinne strony. Są i Katowice najeżone na plakacie wysokimi kominami. Co wybrać na główną ścianę w salonie? Rozterki lokalnego patriotyzmu rozrywają mi serce na pół... Czy iść za swoimi korzeniami czy uczcić miasto, w którym teraz mieszkam? Ufff... Jest rozwiązanie tegoż arcytrudnego dylematu ;) Wielkie białe cycki i brzuch i Chałupy - kupiły mnie bezapelacyjnie :)
14 maj 2014
Pasiak idealny
Rzecz zdawałoby się tak prosta - a podczas jej wyboru bywam wielce niezdecydowana. Niby nic takiego. T-shirt w paski. Jeśli jednak nie zapałam do niego miłością wielką już na samym początku - zwykle szybko wraca na sklepową półkę. O bezwarunkowym uczuciu nie ma tu mowy. Warunków stawiam mu kilka, wszystkie są równorzędne, kompromisów nie uznaję ( no dobra- czasem uznaje - ale tylko podczas wyprzedaży :) ).
![]() |
| ZARA |
9 maj 2014
Stoliczku nakryj się
Stoliczku nakryj mi się tak pięknie... Nakarm mi oczy do syta... Ugość mnie wyrafinowanie. Przepuść mi te wszystkie talerze na kolanie, kanapki na szybko przy kuchennym blacie i, o zgrozo, brak specjalnych sztućców do ryb :) Wina dolej do cudnych kielichów, osłodź zwykły smak codziennego menu. To nie tylko talerz, widelec i łyżka - pełna micha, pełny brzuch. To spożywanie - celebrowanie. Stan skupienia zupy lub umysłu. Kęs po kęsie, atom po atomie, nasycanie się holistyczne. Dla ciała alfabet witamin i minerałów. Dla duszy trochę piękna i uroku. Tak - potrzeba na to czasu i szczypty kreatywności, kilku świeżych kwiatów - a dla niektórych okazji. Jednak mam nieodparte wrażenie, że nawet tak nielubiana przeze mnie kaszanka, mogłaby w takich nakryciach smakować... ładniej :)
6 maj 2014
Dywany
Codzienność nabiera delikatnych rumieńców. Kurzu jest jakby mniej, niezagraconej przestrzeni jest zaś jakby więcej. Proporcje "tego jak ma być" - do "tego jak jest" wypadają coraz korzystniej. Tu jakaś rureczka na biało, tam jakaś szafeczka dokręcona wreszcie do ściany. Oto staje się dom. Jest takie jedno miejsce, które omijamy wciąż szerokim łukiem. Piwnica. Straszy nadal pełnymi pudlami. Zejście tam to jakby zejście do piekieł - dusza cierpi, smagana batem wyrzutów sumienia ( zamiast uwijać się w mieszkaniu z robotą to my jakieś wcale nie planszowe gry o tron uprawiamy ). Serialowe, wojenne strategie ze mnie mieszkaniowego stratega nie uczynią. Plany zmieniają się często, wizje bezpańsko dryfują sobie w powietrzu. Ot, tu jakaś myśl padnie, tu jakaś zakiełkuje...Atramentowe indygo ostatnio przegrywa z morską bryzą ( która już jest na
ścianie). Ikeowska witrynka trzyma się mocno, nasze ochy i achy
regularnie zasilają jej dominującą pozycję. Wczoraj przybył dywan, ale okazał się być zbyt gruby ( na serio!). Stanął na drodze drzwiom do łazienki, a każdy wie, że one wymagają czasami szybkiego otwierania :)
A propos dywanów i dywaników. To moim zdaniem jeden z czołowych dodatków kreujących piękne ( lub niestety mniej) przestrzenie. Uroda i funkcjonalność bez wątpienia winny iść w parze. W jednym z moich ulubionych ( Ikea) jedno z kryteriów jest w lekkiej niedowadze ( ach, piękne, kremowe długie włosie :) ). Toż to będzie uciecha dla roztoczy i kurzu ;).
Poniżej zdjęcia moich faworytów.
A propos dywanów i dywaników. To moim zdaniem jeden z czołowych dodatków kreujących piękne ( lub niestety mniej) przestrzenie. Uroda i funkcjonalność bez wątpienia winny iść w parze. W jednym z moich ulubionych ( Ikea) jedno z kryteriów jest w lekkiej niedowadze ( ach, piękne, kremowe długie włosie :) ). Toż to będzie uciecha dla roztoczy i kurzu ;).
Poniżej zdjęcia moich faworytów.
| IKEA |
26 kwi 2014
Witryna z serii Stockholm
Jest taki jeden mebel, na który ostrzę sobie ząbki i pazurki. Opisywać osobowość mebla to dosyć skomplikowana i śliska historia. Jednak się o to pokuszę :) Nie napiszę, że taki niepozorny, skromny - bo charakter ma moim zdaniem zgoła inny. Kolorem manifestuje swoje lekkie i nowoczesne podejście do życia. Formą- nawiązuje do klasyki, czerpie garściami ze starych, dobrych witrynek. Taki dizajnerski dualizm. I bardzo nam to w smak. Widzę go w wielu rożnych " stylizacjach". To właśnie pod niego pragnę ściany w kolorze indygo. Taka barwna osobowość musi mieć odpowiednie tło. A że każdy wie, że nie tylko wygląd się liczy, ale i wnętrze, to te kwestie też już mam przemyślane. Zaparkują tam zatem duże kielichy do wina, kilka ładnych książek ( podkreślam ładnych - czyli tych albumowych, raczej do przeglądania niż czytania), może jakiś kolorowy wazon. Być może pucha farby rozwiązałaby problem tańszym kosztem. Ale ja i tak nie mam starej witrynki do odnowienia, wiec uparcie i już nie-skrycie zasadzam się na Ikeowskiego Stockholma :)
25 mar 2014
Jak przygotować się do remontu
R-e-m-o-n-t. Ostatnio nasze słowo-klucz. Esencja dni i nocy. Nie zdziwię się, jak za jakiś czas zza winkla wyskoczy na mnie jakiś wałek do malowania albo ulicą pogoni mnie pucha farby. Wszystko przesiąknięte jest remontem. Ubrania, fryzury, myśli...Emocje skaczą jak na trampolinie - od euforii ( że wreszcie własny kąt) - po wkurzenie ( że u licha - dlaczego tak trudno kupić szafkę pod umywalkę nablatową?). W kastoramach czy jakiś innych lerojach poeci dorzucają swoje trzy grosze przy regałach z farbami. Zatem w salonie po ścianach będą nam dryfować kry poganiane morską bryzą, a w sypialni rozłożymy się pod arktycznym niebem. Z tym niebem w sypialni to wiążę wielkie nadzieje na przyszłość dalszą i bliższą i myślę, że frywolne dusze w nas ożyją, jak już odkurzymy się z wszędobylskiej mączki ( produkt uboczny gładzi gipsowych). Tymczasem podłogi dopominają się o swoją porcje uwagi - a przed nami niezwykła sposobność do przyswojenia sobie nowej umiejętności - kładzenia paneli podłogowych. Dni lecą jak szalone, tak im spieszno do kwietnia. Mi w tym roku jakoś do tego kwietnia nie po drodze i poproszę o wydłużenie marca. A tu jak na złość jeszcze mi godzinę urwą w tą sobotę! Decydenci - a propos jak trudno być decydentem w kwestii aranżacji mieszkania. Tysiąc pięćset sto dziewięćset wzorów, próbek, obić, tapicerek...rozterek. W głowie mam bałagan od tego remontu nie mniejszy niż w mieszkaniu. Poprzeczkę sobie postawiłam wysoko - mam coś na kształt powidoków - na których cudne, przestronne i jasne wnętrza z najpiękniejszymi aranżacjami. Prześladują mnie te obrazy, atakują pod prysznicem i w piekarni, a najmocniej w tych wszystkich "salonach meblowych", gdzie to co jest boleśnie ściera się z tym, czego nie ma na żywo (a w mojej głowie niczym iście platońska idea sobie bardzo wygodnie egzystuje). Jak już do filozofii doszło, to przy remonice sprawdza się taka :
19 mar 2014
Naszyjnik w stylu marynarskim DIY
Chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Kusił kotwicami, muszelkami i piaskiem. Wciąż się naprzykrzał i gderał, że forma zwiniętych w kulkę sznurków już mu nie leży, że chce żyć inaczej, bardziej wytwornie. Bo niby jakaś Chanel i jakieś marynarskie style. I że szał na to już od maja do końca września... I że do bieli i do granatu (do czerwieni też ujdzie)... To go wreszcie machnęłam. Naszpikowałam złotem i jest. Coś mi tam jeszcze marudzi pod nosem o poprawkach. Wielkie paniczysko! Ach te francuskie rodowody :)
11 mar 2014
#TROPY
Wtorkowe zadanie domowe odrobione! Bez zbędnych i przydługich wstępów ( po prostu weny brak...) przedstawiam dzisiejszą odsłonę tropów. Przewietrzałam łepetynę przez dwa dni, nasycałam wzrok błękitem, sklinałam trochę pod nosem na zimowe puchy wciąż tkwiące na mym grzbiecie. No i ma być lepiej... Boćków jeszcze nie zarejestrowałam, ale wiosenne natchnienie już do mnie napływa :) Enjoy!
1. Oglądając TAKIE zdjęcia po raz kolejny zachwycam się tym jak świat jest wspaniale różnorodny. Tradycyjne zajęcia czy wręcz rytuały, charakterystyczne dla rożnych nacji, nieodmiennie zachwycają mnie swoją tajemniczością, czasem porażają brawurą, innym razem po prostu śmieszą lub wkurzają. Spójrzcie jak zbiera się miód daleko, daleko stąd...
10 mar 2014
Przepis na tartę cytrynową
Odurzona zapachem, tęsknie wyczekiwałam końca. Kukałam co 5 minut w czarne czeluście piekarnika. Wcisnęłam nawet nieuzbrojonego palucha w puszysty, gorący, cytrynowy kremik. Po głowie chodził mi niecny plan pożarcia Królowej w ramach obiadu ( plus na deser). Bestialskie zapędy hamowała wizja zbliżających się gości. Nieświadomy moich wewnętrznych konfliktów Tomasz, krzątał się dzielnie po kuchni, walcząc z łososiem. Wreszcie Jej Wysokość, w pełni chwały, wyjechała z gorących klimatów piekarnika wprost na kuchenny stół, by następnie - przystrojona delikatnym kremikiem z mistrza Mascarpone - podbijać kolejne podniebienia. Podboje poszły jej całkiem sprawnie - do sesji zdjęciowej cudem uchował się tylko jeden kawałek :)
6 mar 2014
Kuchnia
Co za miesiąc! Miesiąc dopinania ciasnego budżetu na naszej wcale nie chudziutkiej wyobraźni. Po kolei chcą pchać się do domu: szafy, kanapy, dywany, lampy, obrazy... Stół i krzesła gonią na czterech nogach i drą się, że pragmatyzm... Ze trzeba najpierw mieć gdzie posadzić cztery litery i postawić talerz. A mi po głowie już chodzą jakieś kryształowe lustra, mięciutkie dywany... Co za wariatka tam siedzi, w tej głowie? Przegania po kątach pragmatyzm. Robi miejsce na widoki rodem z Elle Decor czy jakiś innych Home Magazinow... To mieszkanie to wielkie, kreatywne wyzwanie. Taka tabula rasa. Krok po kroku - decyzja po decyzji - drobnym maczkiem zapisujemy na tej karcie przepis na nasze wnętrze doskonałe. Bez dramatycznych zwrotów akcji. Jakie to wspaniałe - mieć podobny gust :)
p.s. kuchnia będzie szara Lidingo :)
3 mar 2014
#TROPY
Radar na to co piękne, oryginalne, niepowtarzalnie, działa u mnie nad wyraz sprawnie. Moje zręczne paluszki potrafią przeczesać tonę ciuchów w lumpeksie, aż natrafią na zwiewny i delikatny jedwab, mięciutką angorę lub lekko szorstką wełnę. W rozległym, i jakże w pełni oddającym znaczenie powiedzenia " mydło i powidło" asortymencie TK Maxx, zwykle również wypatrzę jakąś perełkę. Tak było wczoraj - to wielkie żółte coś, to nie karykaturalnych rozmiarów ananas lub cytryna, a wielka donica za cale 34,90 :) Rezerwuję jej miejsce w nowym salonie, gdzie od kwietnia będzie dumnie służyć za schronienie moim ukochanym Zamioculcasom. Spójrzcie co jeszcze u mnie nowego :)






