Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gotuję. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gotuję. Pokaż wszystkie posty

13 lip 2015

Jak często miewasz foodgasmy?





W oparciu o temat seksu swojego blogerskiego fejmu raczej nie zbuduję. Postanowiłam jednak i ja liznąć troszkę tegoż tematu - tak frywolnie przy wakacjach -  i napisać o rozkoszach podniebienia zwanych ostatnio  foodgasmem. Prekursorką tego tematu w kulturze masowej musiała być chyba angielska ciemnowłosa bogini telewizyjna -  Nigella. Wzdychająca, mlaszcząca, ta która nie bała się sparzyć  paluchów w jeszcze ciepłych sufletach. Zamiast grzać miejsce pod kołdrą u boku bogatego męża, ona wolała  nocne piesze wycieczki w stronę lodówki. Cóż, późniejsze historie  z tegoż pana udziałem nie pozostawiały wątpliwości dla jej wyborów.

Wróćmy jednak do foodgasmów. To temat dobry dla każdego. W końcu z seksem bywa tak, że  nie zawsze jest z kim lub jest gdzie , a jeść ostatecznie każdy musi.  Więc i dla singlów i dla białych małżeństw, dla zbyt młodych i dla zbyt starych na "te" sprawy, dla tych co spełnieni  także - wszak mogą zechcieć  poszukiwać nowych wrażeń. W tym temacie ciała upaćkane bitą śmietaną i mleczną czekoladą zupełnie do mnie nie przemawiają. Zdecydowanie wolę subtelniejsze formy wyrazu. Ot, powiedzmy taki sutek w cukrze ;)

Zasadnicze pytanie ( w sumie to trochę wścibskie)  brzmi zatem - czy mieliście ostatnio foodgasmy? Dajmy na to ja - ostatnio regularnie przy przaśnym młodym ziemniaku serwowanym  z jajem sadzonym i kalafiorem. Tak zwyczajnie - danie za 4.5 na łeb a tyle przyjemności.  Wspominałam również niedawno o kilku potrawach przy których mam ochotę  wylizywać  talerze - zdecydowanie mogłabym je podpiąć pod opisywane tu dzisiaj  doświadczenie. 

Na fali dzielenia się planami wakacyjnymi  postanowiłam przekroczy swoją strefę komfortu -  tego kulinarnego - i spróbować jakże osławionych frutti di mare. Wybiorę jakąś dziwną kreaturę  i postaram się ją pogryźć  ( obiecuję również przełknąć), mając wielką nadzieję na doświadczenie prawdziwego fruttidimarefoodgasmu. Nie żebym była zupełnie zielona w tym temacie. Raz jeden, we włoskiej restauracji w Katowicach miałam kontakt z jedną z macek ośmiornicy, odkrojoną z Tomkowego talerza. Gumiaste to było jak diabli, wymagało prawdziwej gimnastyki szczęki  i nie miało kompletnie nic wspólnego z rozkoszami podniebienia. A przecież jak świat długi i szeroki te morskie żyjątka uznawane są za  fantastyczne afrodyzjaki. Oby przynajmniej w sprawach rozkoszy pozostałych części  ciała lepiej się sprawdzały. 

Czy jest tu jakiś Czytelnik,  który mógłby doradzić  przyszłej degustatorce jakiegoś zjadliwego  morskiego cudaka? 

Będę wdzięczna za wszystkie rekomendacje, gdyż ja nawet z krewetkami nie jestem za pan brat.

Tak to bywa z seksem. Kultura przemyca go wszędzie. Są fodgasmy jest i foodporn. Taki czekoladowy  torcik naleśnikowy  jak ten wyżej łapie się na obydwie kategorie :)

Marta

28 cze 2015

Boski morelowy deser





Niebo w gębie. Po prostu niebo w gębie.  Mimo, że przygotowywane na oko, wyszło bezbłędnie. Napisałabym na swoją cześć jakiś hymn pochwalny, ale słodycz moreli na języku mocno mnie   dekoncentruje. Dlatego też przejdę do rzeczy. Wybaczcie mi ilość  słów rodem z sms-a. Zaniemówiłam :)

23 maj 2015

Test na męża / crumble truskawko-rabarbarowy z otrebową kruszonką

Tomek jest specjalistą od crumble'a. Ja tylko sprzątam - łyżką z talerza. A gdy jeszcze ciepły, i powiedzmy z kulką lodów, sprzątam dwa razy szybciej. Zamiatam tą łyżką jak ma być, żeby to co zostało w foremce do końca nie wystygło. I ruszam po dokładkę. W międzyczasie rozpływam się  nad smakiem ( i nad Tomkiem)  używając kwiecistych przymiotników. Sięgam po słowa na zmianę z pełną łyżką, zajmując się zarazem  przeżuwaniem i wyrażaniem zachwytu.   To taka moja strategia, która  nigdy nie zawodzi - za jakiś czas pachnący owocami i cynamonem deser znowu wjeżdża do piekarnika. A ja znowu mam co sprzątać. Odkładając wszystkie inne przymioty męża na bok - wiele lat temu   chyba jakoś wyczulam, że on będzie mi kiedyś robił boskiego crumble'a. Bo choć w czasach akademickich jadało się zdecydowanie mniej wyszukane smaki, Tomek już wtedy robił furorę ( pierogami od matki).   Dziewczyny - jeszcze niezamężne, niezwiązane słowem honoru, kredytem czy dzieckiem -  pamiętajcie by przetestować swojego  mena na okoliczność deseru. Nieważne, że  szczodrze słodzi słowem - ważne jak sprawy się mają w praktyce. Gdy za pazuchą ma dla Was zwykle ptasie mleczko i czekoladę deserową  - wyprawcie delikwenta do garów, niech się sprawdzi w działaniu. W ramach wielkiego testowania możecie podrzucić mu ten dzisiejszy przepis. Facet, który robi takiego crumble'a to fantastyczny materiał na męża. Gwarantuję!


9 maj 2015

Na kuchennym posterunku / krem z zielonych warzyw

Zupa dla najbardziej leniwych z leniwych. Dla tych, którzy pragną wiosennego, świętego spokoju od garów, jednocześnie nie potrafiąc wyjść z roli przykładnej żonki serwującej ciepłe danie. Oto cała ja. Tak jak o 16 oddaję się rozpustnym myślom o niegotowaniu i olaniu obiadowej sprawy, tak samo o 18 ubolewam  nad losem głodnego męża wracającego  z pracy. I posłusznie (wobec mojej pokrętnej natury) zajmuje miejsce na  kuchennym posterunku.  Na okoliczność wiosny wybieram totalną zieleń  - do garnka wrzucam ulubione warzywa,  na talerzu podrabiam kolor majowych liści i pędów. Chwytając słowa poetki -  zielono mi w głowie i na języku.




7 lut 2015

Lekka sałatka z grejpfrutem

Grejpfrut tańczy na końcu języka niezdecydowanym smakiem. Słodycz miesza się z goryczką,  subtelność z  czymś mocnym i wyrazistym. Jest nie do przeoczenia dla kubków smakowych, które w pierwszym momencie mogą zareagować nadmiernie emocjonalnie, zmuszając buzię do nieładnego wykrzywienia. Czas działa jednak na korzyść grejpfruta. Choć za pierwszym razem wydaje się trudny w smaku, z każdym kolejnym spróbowaniem wzrasta moc jego przyciągania. Jest jak filmowy amant w typie pięknego drania. Wabi ujmującą aparycją, by  po chwili rozlać się  goryczą na języku. Z jedną sporą różnicą charakterologiczną - grejpfrutowi nie można odmówić krystalicznych intencji.


przepis lekka salatka



21 sty 2015

Pasztet z soczewicy z "Jadłonomi"


 Do wegańskiego pasztetu miałam już kiedyś  jedną przymiarkę. Miało to miejsce wiosną ubiegłego roku, a rzeczony delikwent był prawie niejadalny. Bo choć włożyłam w niego kawał serca ( nie dosłownie - pasztet był z kaszy jaglanej), mnóstwo smakowitych dodatków i pół  dnia czasu - na koniec szczodrze okrasiłam go mieloną gałką muszkatołową. I to był właśnie ten gwóźdź do trumny i sprawca jego niejadalności. No co tu dużo mówić - paskudny był i tyle. Miałam jednak ochotę na drugie podejście. Weekendowe wertowanie "Jadłonomi" zaowocowało pomysłem na pasztet z zielonej soczewicy. Bez ociągania się zatem - upiekłam.
Sama nie wiem, czy weganie robią ten pasztet, aby poczuć smak mięsa, czy może to mięsożercy w ogólnym zalewie  mięsa średniej jakości, winni odwrócić się w stronę tegoż pasztetu? Jest przepyszny! Na świeżym chlebie lub bułce smakuje  wyśmienicie. Tak - muszę to napisać.  Smakuje i wygląda jak normalny pasztet. I żaden szarak nie musiał nam kruszec na balkonie... Pasztet bez rozlewu krwi to jest to!





pasztet bezmiesny




12 sty 2015

Najlepsza faszerowana papryka i faszerowane bakłażany

Dziś bez wstępów, prosto do rzeczy. A rzecz też w sumie prosta, pyszna i obłędnie pachnącą. A i oczy nią nakarmisz przy okazji. W sumie za jednym zamachem prawie wszystkie zmysły załatwione, bo i po brzuszku na koniec z przyjemnością się poklepiesz. Obiecuję :) Wspaniała faszerowana papryka i bakłażany.  Cóż to była za uczta, nawet Magdy Gessler nie bałabym się zaprosić pod swój dach na te papryki i bakłażany. Wczoraj robiłam je pierwszy raz w ten sposób i coś czuję, że nie ostatni - w tym tygodniu :). 


przepis na faszerowana papryka faszerowane baklazany


6 sty 2015

Rozgrzewająca zupa grzybowa z "Jadłonomii" i zimowy spacer

Nareszcie wyłoniliśmy się na porządny, zimowy spacer. Taki z prawdziwego zdarzenia, po którym poliki i nosy konkurują kolorem z brzuchami gili, a i o te drugie  nie trudno- i to nie tylko na drzewach :) Zewsząd otaczały nas chmary dzieci, testujące najnowsze modele dupolotów i sanek. I tylko od czasu do czasu zdarzał się jakiś niedorosły delikwent, narzekający na zbyt duże prędkości roztaczane tymi płozowymi pojazdami. Cały park brzmiał śmiechem i zadowoleniem. Dopiero bliżej zmierzchu do tej melodii doszedł jeszcze jeden dźwięk, później  zidentyfikowany jako szczękanie zębów. Wprawdzie nie da się  zagrzać na zapas, ale bliskie wspomnienie pysznej i gorącej zupy grzybowej okazało się na tyle krzepiące i  podnoszące na duchu, że doczłapaliśmy do auta z tym samym co na początku uśmiechem, przyklejonym na zmarznięte gęby. Przez myśl przemknęło mi nawet, że można by taka zupę zabrać ze sobą w termosie. Byłoby to jednak trochę niehumanitarne wobec wszystkich innych parkowych  zmarzluchów :) 



2 sty 2015

Mam swoją Jadłonomię

Już z samego rana przypuściłam atak na katar, który w nocy kompletnie rozłożył mnie na łopatki. Około południa walka wciąż nie była wyrównana, jednak z tendencją wyraźnej poprawy po mojej stronie. Postanowiłam, że będę nieugięta i nie dam się pokonać jakiejś wrednej chorobie. Działam na kilku frontach i poza medykamentami z apteki, faszeruję się jeszcze zdrowym jedzeniem. Ponoć kasza jaglana pomaga w walce z katarem, gdyż łagodzi stany zapalne błon śluzowych. Postanowiłam przetestować to na swoim organizmie, aplikując jagły na śniadanie. Czy jej zbawiennie działanie na moje nozdrza dojdzie do skutku wciąż pozostaje pod wielkim znakiem zapytania, jednakże pewne jest, że po świątecznym obżarstwie takie lekkie i zdrowe śniadanie podziałało genialnie  na moją psychikę. Zdecydowanie jagły górą w walce z kilogramami poświątecznych  wyrzutów sumienia!! Organiczny i ekonomiczny środek rodem ze Społem o arcywybitnych walorach smakowych i leczniczych.


Jadłonomia

7 gru 2014

Muffiny owsiane ze świeżą żurawiną

Skusiła mnie kolorem. We wszechobecnej szarzyźnie wszystko co wibruje czerwienią lepi mi się do rąk i chce przyjść ze mną do domu. Jabłka, granaty, a teraz żurawina. Kwaśna tak, że wykręca ryjek na boki, a ręce kieruje w stronę łychy z cukrem. Nieustępliwie i zajadle kwaśna! Postanowiłam  złamać jej  trudną naturę, przedstawiając jej  słodsze okoliczności. W ten sposób właśnie powstały pyszne muffiny owsiane ze świeżą żurawiną.  Jak się ta panna tam rozpanoszyła, mówię Wam! W pracy zespołowej jest niewątpliwą liderką, skupiającą wokół siebie pozostałe towarzystwo. Charyzmy jej nie brakuje do przewodzenia w tym  muffinowym komplecie. Płatki owsiane i żytnie, a nawet siemię lniane spuszczają trochę z tonu i zgadzają się być w cieniu tej małej żurawinki.  Ona zaś po upieczeniu uzyskuje doskonałą  równowagę w smaku, pomiędzy kwaskowatością nadmierną a miłą dla języka.  Spieszcie się zanim amatorzy dziczyzny nie przerobią jej na wytrawne konfitury - w  takiej postaci jest pyszna! 




30 paź 2014

Zupa dyniowa z jabłkiem i smażonym boczkiem

Długo dojrzewałam do tej zupy. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że zabierałam się do niej jak pies do jeża.... Pierwsza dynia - bez owijania w bawełnę - po prostu zgniła... Aż wstyd się przyznawać do takiego marnotrawstwa. Skruszona, obchodziłam dynie szerokim łukiem, wręcz trzymałam się od nich z daleka. Co z tego, że kusiły swoją niewątpliwą urodą i czarem i obiecywały robić za ekonomiczną i modną dekorację mieszkania. Może, gdybym natknęła się gdzieś na  prześliczne baby boo, dałabym się złamać. Ale nasza pospolita piżmowa - nie miała z moją silną wolą żadnych szans... Aż do poniedziałku. W ostatnim tygodniu, w którym dynie odzierane są z czci i godności,w którym ostrymi nożami wycina się im szkaradne pyski, w którym robią za płonące świecą groteskowe potwory, postanowiłam oddać im należny szacunek. I tak jak przystało - wrzucić jedną do garnka :) Moim garnkowym męczennikiem została ciemnopomarańczowa hokkaido, która po trudach i znojach przypiekania na prawie-żywym ogniu, przemieniła się w aromatyczną i pachnącą pulpę.


24 paź 2014

Czekoladowe muffiny z wiśniami amarena

Zawiało zimnem z północy i postraszyło przymrozkiem. Niespodziewanie łaskawa, słoneczna jesień pokazała nam język i dała pstryczka w nos. Żarty się skończyły, zaczął się zaś chimeryczny okres w roku, w którym zabawy w ciepło-zimno są na porządku dziennym, wiatr hula w kominach i pod podszewkami kurtek i nawet  psy nie chcą  wyściubić nosa z domu. Głowę zalewają fale jesiennych rozmyślań i refleksji.  Bywa trochę nostalgicznie, bywa też wesoło... Jak widzicie jestem uzbrojona w porządne notesy, więc rozmyślania nie są mi straszne:) Kawiarnie szturmują zakochani. Grzeją dłonie gorącymi kubkami herbaty, przesiadują godzinami, obserwując wzory z kropel deszczu na szybach. Wszyscy wokół szukają przytulności - w mieszkaniach, w ubraniach, w wielkich filiżankach kawy z puszystą pianką z mleka. W dotyku bliskich osób i w uśmiechach dzieci . A ci bardziej tchórzliwi zwiewają gdzie pieprz rośnie, albo trochę bliżej np.na Kanary. Jak to mówią - każdy orze jak może. Cóż, nie mam szans teleportować się gdzieś bardziej na południe...  Muszę dzielnie stawiać czoła północnym wiatrom, deszczom, mgłom i innym tego typu cholerstwom. Zatem opatulam się szalem po same uszy, w pogotowiu mam już czapkę, nie zawaham się użyć rękawiczek. A dziś upiekłam muffiny, żeby - no wiecie... trochę  dogrzać piekarnikiem  mieszkanie ;)



17 wrz 2014

Jesienna crostata ze śliwkami

Och, jak ja uwielbiam nosić wielkie siaty z jesiennymi zakupami. To zupełnie inna historia, niż jakieś prozaiczne, codzienne sprawunki. Mogę taszczyć je na to nasze 4 piętro choćby codziennie. Siaty wypchane jabłkami, śliwkami, cukinią i czerwoniutką papryką. No jak się nie obłowić na targu, skoro każdy stragan aż kipi kolorami? Jak odejść bez kolejnego kilograma smakołyków pełnych błonnika i witamin? Oprzeć się urokowi gruszki-konferencji albo śliwkom o niewdzięcznej nazwie mieszaniec :) Trudne decyzje to takie, czy skusić się na jabłka twarde i słodkie czy kruche, soczyste i kwaskowate. Czy upiec szarlotkę czy ciasto ze śliwkami... Życzyłabym sobie zawsze już tylko takich dylematów. 




14 wrz 2014

Jesienne ciasto marchewkowe

Idealne ciasto  na jesień. Jak jesień. Trochę wilgotne, bardzo kolorowe- z przewagą brązu wpadającego w pomarańczowy. Bogate we wszystko to, w co obrodził sad i ogród ( lub ewentualnie stoisko z owocami na rynku).  Marchew - soczysta, pełna karotenu, obiecująca złocistą skórę aż do przylotu bocianów.  Śliwki i morele - pomarszczone jak twarze ludzi w jesieni życia. Zasuszone, słodkie i pełne błonnika.  Za zjedzenie  takiego placka bez problemu uzyskasz rozgrzeszenie - nawet gdy jesteś na odchudzającej diecie. Ono jest pełne nie tylko kalorii, ale i dobrego humoru i zdrowia. Takie lekarstwo na wrześniowe, mglisto-deszczowe popołudnia i wieczory.



4 wrz 2014

Szukam przepisu na zupę dyniową

Rozpoznaję przeciwnika. Badam, czy skórka jest odpowiednio sprężysta, a kolor ma wystarczającą  dawkę słońca. Zahaczam o egzotyczną nazwę - wnikam w rodowody. Owiana nutką tajemnicy nie pozostawia mi wyboru - meczę googla, wypytuję, jestem dociekliwa- jak nigdy. Opracowuję misterny plan podbicia kubków smakowych. To ma być zupa, co wystrzeli nas w kosmos.  Nie poddam się łatwo, zgłębię recepturę, rozpracuję proporcje, jak trzeba pojadę do Tunezji po pachnące przyprawy ( ok - przesadzam :). Nie pokonają mnie moje własne stereotypy ( zupa dyniowa jest mdła i nijaka). Nie pokona mnie jej  mało interesująca nazwa ( dynianka). Nic mnie nie pokona, dopóki sama, na własne oczy ( a raczej język) nie przekonam się jak jest. Zbieram pomysły i inspiracje.  Rozważam imbir albo mleczko kokosowe. Szukam przepisu. A zupa- to be continued !!!




30 sie 2014

Mini-serniczki z ricotty i kilka nowości

Przyznaję, że to chodzi za mną dosyć często. Uparcie, wręcz upierdliwie drepcze za mną krok w krok. Ja do salonu - to do salonu. Ja do łazienki - to do łazienki. Ja do kuchni - to i ono też. A w kuchni jest najgorzej, bo tam potrafi mnie przyprzeć do ściany, zabarykadować mi drogę i przejąc kontrolę nad moim ciałem. Wtedy to kieruje moje ręce w te wszystkie miejsca, w których pochowane ma swoje tajne oddziały... A to w szufladzie ( uzbrojone ptasie mleczko), a to w słoiku ( cała banda ciasteczek i czekoladek), w najlepszym wypadku na paterę z owocami. Słodkie cholerstwo chodziło za mną i wczoraj. Przyparło atak i nie dawało za wygraną. I jeszcze podjudzało, że jak Tomek wróci do domu, to będzie mu tak miło, jak zastanie takie nowe ciasteczko. Wierciło dziurę w brzuchu, łaskotało w podniebienie. No to upiekłam. Mini -serniczki limonkowe  (z ricotty).

p.s. To to nic innego jak nieodparta ochota na coś słodkiego. Można spróbować to zrzucić z balkonu, ale nie zawsze się da :) 


10 mar 2014

Przepis na tartę cytrynową

Odurzona zapachem, tęsknie wyczekiwałam końca. Kukałam co 5 minut w czarne czeluście piekarnika.  Wcisnęłam nawet nieuzbrojonego  palucha w puszysty, gorący, cytrynowy kremik.  Po głowie chodził mi niecny plan pożarcia Królowej w ramach obiadu ( plus na deser). Bestialskie zapędy hamowała wizja zbliżających się gości.  Nieświadomy moich wewnętrznych konfliktów Tomasz,  krzątał się dzielnie po kuchni, walcząc z  łososiem. Wreszcie Jej Wysokość, w pełni chwały, wyjechała z gorących klimatów piekarnika wprost na kuchenny stół, by następnie - przystrojona delikatnym kremikiem z mistrza Mascarpone - podbijać  kolejne podniebienia. Podboje poszły jej całkiem sprawnie - do sesji zdjęciowej cudem uchował się tylko jeden kawałek :)




26 sty 2014

Kurczak w mleku kokosowym z mango czyli mój indyjski freestyle

Dzisiaj na blogu przepis na moje danie w stylu indyjskim - kurczak w mleku kokosowym z mango. Gdy pierwszy raz je przygotowywałam - wymyślałam na bieżąco co i jak połączyć. Najważniejsze składniki kupiłam wcześniej, kiedy pomysł na danie zaczął kiełkować w umyśle. Wyszło pysznie.   Już   myślałam, że mam tak niesamowitą inteligencję kulinarną.  Jednak cóż... Moje zachwyty nad własną kuchenną erudycją lekko zmalały, gdy okazało się, że internet aż kipi do takich przepisów... :) No ale przecież książki kucharskiej nie piszę, a dla mnie samej to danie było osobistym sukcesem! Wiec się dzielę :)