Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dekoruję. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dekoruję. Pokaż wszystkie posty

5 lip 2015

Dekoruj dom darmowymi kwiatami








Nowa letnia zależność. Co spacer to bukiet, mniejszego lub większego kalibru. Bywa że z prawdziwym rozmachem, praktycznie na pół stołu. Bywa że skromnie, tylko kilka roślinek wciśniętych w kubek lub słoik. Nie pamiętam już kiedy szłam po kwiaty do kwiaciarki. Teraz wychodzę po nie do lasu, na przydrożną łąkę lub w osiedlowe chaszcze - całe naręcza kwiatów za darmo :). Interesują mnie te nieoczywiste - rzekłby kto - istne chabazie. Ja nie ośmieliłabym się jednak przyczepić im tej niesprawiedliwej etykiety. Co innego nazwać je zgodnie z prawdą ziołami. Zatem był już krwawnik, dziurawiec ( polecam - jest taki rustykalny, pięknie ozłoci każdą przestrzeń  i długo postoi w wazonie ), teraz mam wielką chętkę na  świetlika ( niestety przegrywa z upałem  ). Dużo uroku odkrywam również w kwitnących pokrzywach. Gotują z niej zupy i wcinają  w sałatkach może zatem czas potraktować ją jak polnego kwiatka? Rym pojawił się niezamierzony, od rana  wałkujemy w domu Tour de France więc sami rozumiecie :)

Inspiracji i pomysłów jest bez liku.  Z pewnością stworzymy dużo mniej oczywiste połączenia aniżeli gerber i goździk w parze,  choć osobiście nic przeciwko nim nie mam. Posiadacze ukwieconych ogrodów mają teraz wielka frajdę - już im kwitną róże, floksy, hortensje. Ale i ci bez areałów z powodzeniem mogą ekonomicznie przyozdabiać swoje mieszkania świeżymy kwiatami -  lub szerzej - roślinami.

Lubicie polne kwiaty? Ja jestem w stanie wleźć w największe zarośla,  wdrapać się na najbardziej stromą górkę, uśpić zdrowy rozsadek i wyciszyć nerwy przed wizją kleszczy, gadów, ropuch innych takich. Wystarczy, że dojrzę gdzieś takie  cuda jak ten piękny, różowy groszek z pierwszego zdjęcia  - tak-słowo daję rósł w najprawdziwszych krzakach :)

To co, zapraszam na moje bukiety.











mroźnie pozdrawiam  w to upalne lato :)

Marta 

18 maj 2015

W mojej szarej kuchni

Najbardziej brakuje mi tu stołu. Takiego, przy którym można wygodnie obierać ziemniaki do drugiego dania i wyżywać się z tłuczkiem na kotletach. Wiem, pojechałam po bandzie :) Powinnam napisać, że chodzi o stół, przy którym niespiesznie sączy się cappuccino i podgryza croissanta, zaczytując  się jednocześnie  poranną gazetą - wszak każdy w dzisiejszych czasach ma coś do  powiedzenia o polityce, trzeba zatem czerpać skądś opinie. Jednak ja skupię się przy jego bardziej przyziemnych  aspektach - ot choćby taki makijaż. . Słowo honoru - zawsze najlepiej malowało mi się w kuchni. Niestety, kuchenny metraż był  wobec nas całkowicie bezwzględny. A swoją wredną naturę ukazał w całości  dopiero  po wpakowaniu tam mebli - notabene wespół  z nimi samymi. Szarość - tak przyjemna dla oka w wydaniu internetowym tudzież w postaci pojedynczego frontu zademonstrowanego w Ikei, stała się za naszym progiem masakryczną szarugą. W połączeniu z błękitnymi ( wtedy) ścianami tworzyła prawdziwą, ciemną norę.  Kafle na ścianie - ręcznie wykonane, szkliwione i wypalane, okazały się równie trudnym przeciwnikiem - dobranie do nich odpowiedniego odcienia fug to był prawdziwy wyczyn. To nie była kuchnia z marzeń - chociaż jej pojedyncze elementy były długo dyskutowane i wybierane - nie na chybił-trafił i jak popadnie. Trochę się na to wkurzałam. Bywało, że szczerze żałowałam, że nie wybraliśmy bezpiecznego połączenia jasnych mebli i białych kafli-cegiełek. Od samego początku chciałam jednak, by było u nas troszkę inaczej...  Z biegiem czasu i z biegiem drobnych poprawek  pierwotna wizja zaczęła nabierać zdecydowanie lepszych kształtów. Wystarczyło przemalować ściany na biało - od razu zrobiło się jaśniej, a kolory frontów i kafli zaczęły ze sobą lepiej współgrać. Na obecnym etapie jestem zadowolona i bardzo lubię naszą kuchnię. Wciąż brakuje w niej różnych dodatków, szczególnie w jasnych kolorach, oraz otwartych półek w niewidocznej na zdjęciach części. Najważniejsze jednak, że teraz mi się  podoba :)




10 maj 2015

Polskie plakaty w stylu skandynawskim

Specjalistką od Skandynawii nie jestem. Nigdy nie walczyłam z lękiem wysokości na szczytach fiordów, prawdę mówiąc moja noga jeszcze nie stąpała po jej surowych, pięknych lądach. Mój język z pewnością nie dałby rady wyczyniać takich wygibasów, bym mogła  porozumiewać się w  językach ludzi  z tamtych stron świata. Nie wspominam już nawet o mojej fizjonomii, która jest antytezą tego co skandynawskie. Zadomowiły się jednak pod moich dachem niektóre elementy rodem z wielkiego sklepu z żółtym logo, jestem zatem chyba miliardową fanką tego stylu w urządzaniu wnętrz. I chociaż rzeczony sklep nie daje złudzeń, że rzeczy tam nabyte są jedyne w swoim rodzaju, raczej nie zaprzątam sobie tym głowy. Indywidualny charakter domu można przecież podkreślać  przedmiotami mniejszego kalibru, chociażby tym co zawieszasz na jego ścinach.   Od dawna wzdycham do fantastycznych skandynawskim plakatów, tych które można podziwiać w mieszkaniach ze Sztokholmu czy Oslo ( rzecz jasna podziwiam je wirtualnie). Litery, cyfry, mapy światowych metropolii, leśne rogacze.  Trochę mi jednak nie pod drodze z ich cenami. Tłumaczę sobie zatem, że opatrzyły mi się już okrutnie podczas zwiedzania tych wszystkich wymuskanych livingroomow i sypialni, i uspokojona tą perspektywą - szukam alternatywy. Oto jedna z nich -  polskie plakaty w stylu skandynawskim. Przynajmniej tak sądzę, że to styl skandynawski. W sumie to bez znaczenia, po prostu są świetne.


Aktualnie mój numer jeden



29 kwi 2015

Towarzystwo Wzajemnej Adoracji


Pierwsza rocznica była wyjątkowo cicha, wokół nie śmigały korki od szampana, nie było wódeczki,  śledzików, ogóreczków  i innych specjałów na tzw. ząb. Ot, zwyczajny dzień pary uwikłanej w trudną relację z bankiem.  Wiadomo o co w niej chodzi i bynajmniej nie jest to seks. W tym dniu proporcje zostały nieznacznie zachwiane i z 30 zrobiło się 29... W tym swoistym odliczaniu w dół towarzyszy nam  roznegliżowana parka, która podstępnie wdarła się w ubiegłym roku  na naszą ścianę ( łapiąc  nas na piękne oczy i urok osobisty)  i odgrywa wieczne wakacje w Chałupach. Przyrzekłabym nawet, że czasami  wyczuwam od nich  ten charakterystyczny, nadmorski  zapaszek ze smażoną rybką w tle.  Chyba, że  to  ja mentalnie dryfuję po morzach dalekich i bliskich oraz plażach z obłędnie białym piaskiem, cierpiąc przy tym na omamy  węchowe. Cokolwiek jednak nie powiedzieć o tych roznegliżowanych wariatach, nieustannie poprawiają mi humor swoją nonszalancką postawą. Zawiązałam  zatem coś na kształt Towarzystwa Wzajemnej Adoracji, z sobą  w roli samozwańczego prezesa, który dokłada wszelkich starań, aby uwić tej parce miłe gniazdko (lub  wyrażając się precyzyjniej - miłą ściankę). Zrobił się z tego całkiem przyjemny zakątek domu. Ostatnio dołączyło tam oliwkowe drzewko - prezent-niespodzianka od ukochanych sióstr, który dotarł do mnie kurierem. Bo i ja odliczam sobie w kwietniu  latka, niestety od 30  w górę... Stan na dziś to +1.



22 lut 2015

W mojej sypialni

Śmiejemy się, że śpimy na gigantycznym klocku lego. A przecież doskonale widzieliśmy co kupujemy. Zdecydowanie  nie był  to kot w worku. W przestronnych ekspozycjach sklepów meble mają jednak jakieś inne proporcje. Zdają się być  bardziej zgrabne,  filigranowe. A potem bach - jak obuchem w łeb. Przywozisz to do domu, a to takie wielkie i rozłożyste, że zajmuje ci połowę przestrzeni.  Wtedy to zaczyna się proces ocieplania wizerunku. Wszystko po to, aby ułagodzić trudny charakter i ostre rysy delikwenta. Zarzucasz go puchatymi poduchami, ścielisz  mięciutki koc. Ustawiasz obok kolorowe kwiaty.  I robi się lepiej... 




26 sty 2015

Dlaczego warto mieć w domu kwiaty doniczkowe.

Pamiętam jak wiele lat temu mama powiedziała mi, że mam rękę do kwiatów. Owocem tejże ręki ( około 10-letniej wtedy ) była malutka fuksja, szczodrze obsypana kwieciem. Prawie pękłam z dumy. Poczułam się niczym mały stwórca, który pompuje życie w korzonki i pędy i  otwiera  stulone fuksjowe kielichy.   Po ziemię do kwiatów chodziłam wtedy sama. Pamiętam, znajdowałam dla Mamy miejsca z idealnie czarną, żyzną próchnicą. Wiosną, w porze przesadzania kwiatów, dostawałam  zamówienia na te specjalne misje. Na wsi nie istniała potrzeba kupowania ziemi do kwiatów w plastikowych worach. Na około było jej pełno. Cenne rady dotyczące uprawy roślin domowych  dostawałam również od Babci.  Była ona zwolenniczką  nawiązywania dialogu z zielonymi lokatorami,  miała też niezwykły dar podnoszenia do życia doniczkowych  trupków. Te, motywowane ciepłym słowem, czułym babcinym dotykiem, a od czasu do czasu naturalnym nawozem spod ptasiego kupra, odradzały się choćby i z jednego listka.

Tinke K Home


14 sty 2015

6 sposobów na styl boho w domu


Nie lubię sztywnych, wykrochmalonych kołnierzyków, zapiętych pod szyję na ostatni guzik. Podobnie mam z domami - te zbyt wymuskane i "od linijki" to zwyczajnie nie to.  Od zawsze pociąga mnie szczypta bohemy zamknięta w czterech ścianach. To ściany nadają jej formę - wystarczająco odległą od atelier cudacznego artysty, bywającego na bakier z porządkiem i ładem - wystarczająco bliską mojej wrażliwości na kolory, faktury czy wzory. I choć nigdy nie umoczyłam ust w absyncie, a życie prowadzę bardzo konwencjonalne, ja też czuję tego ducha.  Czuję go bardzo wyraźnie. W niedbale rozrzuconych na kanapie poduchach - eksplodujących kolorami i wzorami rodem z Indii albo Ameryki  Południowej. W dywanach,  ręcznie tkanych gdzieś  w starych marokańskich i tureckich manufakturach. Zamiast skomputeryzowanych maszyn, wolę widzieć tam pochylone plecy rzemieślników, wkładających serce w misterne sploty wełnianych i jedwabnych nici. Czuję go w bajecznie kolorowej ceramice, która zaklęta w kształt kubka czy filiżanki, przy niespiesznym zbliżeniu do ust, ujawnia moc kawy lub herbaty. W ruchach pędzli zastygłych na powierzchni płócien, których wartość bywa tylko sentymentalna. To jest boho. Styl boho we wnętrzach trudno jest przełożyć na słowa. Dużo lepiej radzą sobie z tym obrazy.  Rzucasz okiem na zdjęcie wnętrza i po prostu wiesz, że to jest to. Swoboda, luz, wyrafinowanie.  Wyważona dawka tego co kolorowe, z tym co jest jednobarwnym tłem, mocno do mnie przemawia.  Trochę artystycznego rękodzieła, absolutny zakaz przewidywalności. Tak jak każdy z nas ma kompletnie inne linie papilarne, tak i mieszkania w stylu boho są niepowtarzalne.



residencemagazine.se


5 sty 2015

Co mi się marzy do domu

Zgłębiam dziedzinę nieulegania chwilowym zachciankom i modom. Idzie mi coraz lepiej.  Coraz rzadziej miewam nagle zrywy serca w czasie spaceru korytarzami Ikei, przestałam też przeglądać wirtualne magazyny pełne różnorakich duperelek, z których każda po kolei może wydawać się niezbędna i zdecydowanie masthew. Kiedy mieszkanie było jeszcze czystą, niezapisaną kartą, a z każdego kąta wyzierała pustka, o wiele łatwiej było o różne potknięcia i pomyłki. I chociaż feng-shui nie zostało nawet rozpakowane z kartonowego pudła - i tak żyje się nam tu świetnie. W zupełnej niewiedzy tych wszystkich mądrych zasad, egzystujemy sobie spokojnie, ostatnio z gołębiem- balkonowym przybłędą. Zatrujemy, że mamy swojego domowego peta - to zaś  dowód na to, że u Zakładników pod dachem dobrze się dzieje. Ten iście  sielankowy opis chciałabym jednak uzupełnić o listę braków. Nie spędzają mi snu z powiek, jednak na tyle długo zadomowiły się w moje wyobraźni, że nadaję im status "braków". One zdecydowanie powinny tu być, już jest na nie miejsce na podłodze, w kącie czy gdzie tam jeszcze trzeba. Inne klamoty się poprzesuwa, jak trzeba to poupycha na tej wcale nie dużej przestrzeni. Się to jakoś zorganizuje. Z wielu plątających się po głowie, wykrystalizowała  mi się w ostatnich miesiącach taka właśnie piątka.


h&m home

30 lis 2014

Przegląd świątecznych dekoracji z korków po winie

Nie-winna historia w jednym miejscu.... Zatem są tu korki po winach wypitych  zimą i jesienią - grzanych z pomarańczą i cynamonem, dosładzanych miodem. Są tu po chłodzonych  białych - serwowanych wiosną ze szparagami i truskawkami - cudnie orzeźwiających  w ciepłe, majowe popołudnia. Są wreszcie po słodkich, bogatych w smaku tokajach - przywiezionych wprost z kraju Madziarów, już dosyć późnym latem. Każdy to inna, mała historia...  Kilka dni temu poważnie naruszyłam moje pokaźne zbiory korków - obiecywały mi kreatywną zabawę, ukazując swoje dekoracyjne walory, i mamiły recyklingowymi trendami w dekorowaniu domu na święta. Poszłam w to, kto wie - może pójdę i dalej...

pinterest

28 lis 2014

Kolorystyczny przewodnik na święta

Otwartym pozostawiam pytanie o to, czy iść w złoto i bordo, czy raczej w biel i srebro..  Czuję jednak w kościach, że przystrojeniu ścian, kącików i zakamarków poświęcę w tym roku więcej uwagi, niż mojej świątecznej sukience. Od sukienek bowiem stornię, ciągnie mnie zaś od jakiegoś czasu do odświętnych wianków, roziskrzonych gwiazdek, świeczek i lampionów. Co za frajda po raz pierwszy w życiu mieć całe swoje 57 metrów do świątecznego udekorowania!! Jaka radość, entuzjazm i niepohamowany wprost apetyt na te wszystkie małe popierdółki - chateczki obsypane brokatem, mikołaje z brodami za pas, renifery z czerwonymi nosami, dzwoneczki i gwiazdki... Profilaktycznie pukam się w czoło przed każdą roziskrzoną wystawą, przywołuję łamiący się głos rozsądku przy stoisku z pachnącymi świecami, sama siebie upominam, że duch świąt co coś więcej niż tylko ładnie przystrojone mieszkanie... Dualizm mej natury, tak zgrabnie ujęty w słowa "rozważna i romantyczna",  ujawnia się w nieustannym dążeniu do złotego środka. Wszak nie o to chodzi, aby w mieszkaniu - zamiast przyjemnego aromatu cynamonu, jedliny i pierniczków - unosił się podejrzany smrodzik przepalających się chińskich choinkowych lampek, rozwieszonych od podłogi aż po dach. Nikomu nie życzę takiej wątpliwej, świątecznej atmosfery. Tymczasem zbieram pomysły i energię na własnoręczne dekoracje. W pogotowiu czeka już cała masa korków i kilka szyszek,  a w weekend wyprawię się po brzozową korę i modrzewiowe gałązki...

h&m home

13 lis 2014

Dzikie Oczy

Wyobraź sobie, że spoglądają na Ciebie... Dzikie, tajemnicze i nieokiełznane oczy - gapią się wprost z Twojej ściany. Świdrują Twój mózg, wywołują na mentalny pojedynek, stawiają do pionu Twego wewnętrznego Tchórza lub Bohatera. Symbolizują przygodę i tajemnicę, często też dalekie lądy... może Afrykę lub amerykańskie prerie? Miejsca, w których z pewnością bardzo chciałbyś być. Te oczy przyciągają magnetycznie. Nie uznają kompromisów, wciśnięcia gdzieś w ciemny kąt, wsunięcia za szafę. Domagają się należnej im przestrzeni, najlepiej neutralnej, białej ściany. Chcą tam dominować, pokazać swoją prawdziwą naturę. Nawet jeśli w styl życia wpisane mają skubanie trawy lub listków drzew, swoim majestatem nie ustępują tym, które wolą zamoczyć zęby w ciepłej krwi. Niech nie zmyli cię ich pokora i spokój. W duszy gra im zew natury, co każe biec przed siebie, z wiatrem i pod wiatr. 


www.minted.com

28 wrz 2014

Temple of Flora - wspaniałe ilustracje R.J. Thorntona

Swoim zwyczajem powinnam napisać wstęp, zanim przejdę do rzeczy i pokażę o co tym razem tyle hałasu. Wirtualnego hałasu rzecz jasna. Muszę jednak przyznać, że zwyczajnie odjęło mi mowę - również tą wirtualną. Wciąż wgapiam się w monitor z otwartymi ustami i łapię powietrze jak ryba poza swoim naturalnym ekosystemem. Tak- jestem zachwycona. Botaniczne ilustracje autorstwa R.J.Thorntona  z początku XIX wieku zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Idealnie wpisują się w obecne trendy - również te dekoratorskie - kiedy to retro zielniki w formie obrazów i plakatów zdobią ściany pięknych i modnych domów. Kto jednak miałby chętkę na właśnie te ilustracje ma trochę skomplikowane zadanie. Ponoć ( jak wyczytałam na stronie magazynu The Planthunter  ) osiągają one bardzo wysokie ceny wśród kolekcjonerów - oczywiście rzecz tyczy się oryginalny egzemplarzy . Za życia autor tych  roślinnych ilustracji nie zrobił z nimi wielkiej kariery, ale to co piękne i stylowe zawsze się obroni. Zawsze. Czasem trzeba tylko trochę poczekać.




18 wrz 2014

Urocze ścienne kalendarze

Ten nasz rok to już chyba sobie  krótką  i lekko  szpakowatą brodę zapuścił, taką  iście hipsterską. Jeszcze nie jest tak znowu stary, ale to już nie młodzieniaszek, o nie. Ma za sobą wiosenne zauroczenia, letnie romanse i pierwsze, wczesnojesienne rozczarowania. Przed nim jeszcze najlepszy złoty wiek, nieskończone podsumowania, odhaczanie zrealizowanych planów i  marzeń. Na koniec dostanie huczne pożegnanie, ale to już na spółę z przywitaniem nowego. I choćby nie wiem co i tak po tym wszystkim usłyszy w kuluarach  "oby ten nowy był lepszy". No cóż, taki los. Ale stary, spokojnie! My Ciebie wciąż celebrujemy. Jeszcze dasz nam  dni październikowe- kolorowe i mgliste. Listopadowe - na pewno w najpiękniejszych odcieniach szarego. No i grudzień - kto wie, może total white look? A ten nowy, to jeszcze jest  kruszyna- czeka sobie gdzieś tam  w kolejce. Aby się nie nudził, ktoś zrobił mu już roczny grafik pracy.

15 wrz 2014

La Dolce Vita

Słodkie życie... Ciało nagrzane słońcem, rozleniwione do granic możliwości. Od czubków placów aż po cebulki włosów - cudowna niemoc. Błogostan rozlany po wszystkich komórkach organizmu... Zapach morza, kokosowego olejku do opalania i orzeźwiających drinków z limonką i miętą.  Sjesta, która trwa od rana do późnych godzin nocnych. I tylko krótkie chwile pełnej mobilizacji, by znaleźć najlepsze miejsce na plaży. I te  parasole. Ogromne, kolorowe, pełne letniego majestatu. Konkurują z palmami o głodnych cienia, pozwalają być jeszcze bliżej wody. Dają ukojenie oczom, wymęczonym poszukiwaniem muszelek w złotym piasku. Kokietują towarzystwo swoim retro urokiem. Sprzedają powab trochę mniej doskonałym ciałom. Chociaż te tzw. fałdki  to przecież tak  rzadki widok u Włochów.



11 wrz 2014

Dmuchane lampy Niche

Taka sobie wisi, goła i wesoła. Żarówka.  A mnie momentami doprowadza do rozpaczy. Wieczorami wali mi ostrym światłem po oczach ( ale tylko wtedy, gdy wypalą mi się wszystkie świece :) Za dnia wygląda jeszcze mniej powabnie. Stała się nawet swoistym cmentarzyskiem dla kilku pokoleń muszek owocówek i paru komarów. Wisi i wkurza. Nie zliczę liczby wyjść do Ikei w celu kupienia lampy. Przeglądania po sto razy tego samego asortymentu, z nadzieją, że może tym razem spostrzeże się go inaczej. Póki co nie podziałało. Jak wisiała, tak wisi - ale żeby nie było, że nam zwisa ta sprawa. Ale jak się człowiek naczytał wszędzie gdzie  tylko można, że oświetlenie to taaaakaaaa ważna sprawa, to  musi uaktywnić miliony szarych komórek w celu dokonania jednej decyzji. A przy tym uwzględnić liczbę zer w punkcie :cena ...  i najlepiej podzielić ją przez 10. No i  nam się to wszystko jeszcze nie udało.  Może to jest właśnie ta wyższa matematyka? :)

źródło zdjęcia: Niche

1 wrz 2014

Jaki stolik kawowy wybrać

Dobre wychowanie nakazuje nie mówić o nieobecnych... Who cares? :) W końcu póki go tu nie ma, to i tak się nie dowie. Pewnie z samego mówienia tudzież pisania o nim również się magicznie nie zmaterializuje, nie poskłada do kupy i nie ustawi tuż obok kanapy. Temat jednak złowiony na wędkę umysłu nie opuszcza mnie od dłuższego czasu, zatem postanowiłam się mu dziś bliżej przyjrzeć. Panowie i Panie, mowa dziś o wielkim nieobecnym w moim mieszkaniu czyli stoliku kawowym.  Hasło "stolik kawowy" jest puszczane w eter z regularnością pojawiających się w domu gości, którym tak jakoś niewygodnie jest zaserwować kawę lub podsunąć pod nos ciasteczko. Jego brak nie jest aż tak bardzo dotkliwy, by wyć do księżyca z tęsknoty za nim, niemniej jednak kawałek podłogi jest na niego zarezerwowany od dłuższego czasu, i wcześniej czy później ma być. Wewnętrzne rozterki związane z mnogością atrakcyjnych opcji dolewają oliwy do ognia,  zaś ograniczona przestrzeń  i pustawa  kieszeń studzą ten wielce namiętny, stolikowy pożar.  Mimo wszystko ciekawych opcji jest kilka. Oto i one. Zatem jeżeli zastanawiasz jaki wybrać stoli kawowy, zapraszam do zapoznania się z moim przeglądem.


źródło: 1.bp.blogspot.com

23 lip 2014

Wesołe Pasibrzuchy

Ściany zieją pustką. Tysiące ich  porów pragnie skryć się pod czułym dotykiem papieru, tkaniny, czegokolwiek. Wstyd i zakłopotanie mieszają się z podniecającym oczekiwaniem. Bo jak długo tak można nago? Bezwstydne, nieubrane, nieprzyozdobione ściany. Do tego jakieś takie blade, poszarzałe. Bo teraz tak modnie skórę mieszkania trzymać w tak niezdrowej kolorystyce... Tak sobie ściany czekają w niedosycie i nie-zawieszeniu, cierpliwie na swoją kolejkę. 

Och, ściany! Podobno macie uszy, czegóż Wam więc oczu zabrakło? Czy Wy nie widzicie jak ci ludzie, niezgrabnie, wciąż jeszcze niezdarnie, przedzierają się przez tysiące możliwości waszego przybrania? Wyszukują, kalkulują, układają misterne plany operacji zasiedlania waszych granic. Czy Wy nie wiecie, że uroda Wasza musi trochę bolec? Już niedługo poczujecie zimny dotyk wiertarki - skalpela i zagłębią się w was metalowe, obce tkanki.

Tymczasem, na uspokojenie, aplikuję Wam parę lokatorów, takich przyłóż-do-rany. Charakter mają spolegliwy, dopasowując się do Waszej estetyki, wciąż nagiej. W ramach wspierania ubogich w strój przyjaciół, sami rozebrali się jak do rosołu i hulaj dusza pod moim dachem!!


Plakat o którym pisałam  w tym miejscu jest już w domu. To był świetny zakup! Wesołe Pasibrzuchy nieustannie poprawiają mi humor.

17 lip 2014

Po dziurkę od klucza ( Graham and Green )

Moje wirtualne życie ostatnio ledwo zipie. Zwyczajnie przegrywa z codziennością. Nie wchodzi w szranki ze zbliżającym się urlopem i kryje się w cieniu przed lipcowym skwarem. Nie wysuwa się przed szereg, psuje mi statystyki, straszy stagnacją i zastojem. Przykurzona klawiatura odpoczywa od natrętnego stukotu, a laptop ostatnio nawet rzadziej się przegrzewa. Z otchłani internetu nikt nie krzyczy do mnie "wróć! tęsknimy", hakerzy  nie napadają na moją stronę. Notes gruby od pomysłów i tematów czeka na lepsze czasy, a głowa pełna projektów i  inspiracji czeka na chętne do pracy ręce. 

Wszystko trwa w lekkim zawieszeniu i odrętwieniu... 

Nagle nastaje wielkie "wow". Rozszerzają się moje źrenice, krew zaczyna mi szybciej  krążyć. Palce odzyskują wigor, tumany kurzy unoszą się spod opuszek. Ubieram w barwne słowa raczej mało interesującą prawdę o braku weny i zainteresowania. O stanie ducha potocznie zwanym lenistwem. Kontempluję  piksele układające się w nader cudne obrazy. Wyobrażam sobie, że macam, głaszczę, dotykam chciwie i lubieżnie, potem pakuję w wielkie papierowe torby ( plus na przyczepy ciężarówek) i zabieram ze sobą do domu.  Rozstawiam po kątach, odtwarzam piękny układ, zapełniam przestrzeń po dziurkę od klucza... 

Zatem zapraszam, uraczcie się wraz ze mną!  Zdjęcia z showroomu- marki Graham&Green.



29 cze 2014

Zpagetti

To pisanie o pięknych wnętrzach i dodatkach  działa na mnie motywująco. Nie tak dawno dzieliłam się z
Wami pewnym znaleziskiem  z sieci -a dziś  wesołe pasibrzuchy już sobie u mnie wygodnie pomieszkują. Przystępuję zatem do następnego etapu mojego niecnego planu. Nastroić się muszę odpowiednio wcześnie, bo nie jest to taka hop-siup historia, o nie. Wymaga zgromadzenia odpowiednich materiałów, podjęcia treningów manualnych, no i rozkminienia know-how, aby ruszyć z produkcją ( sztuk w liczbie 1 :) ). Poczekam, aż zimne wiatry z północy zaczną nam mocniej zawiewać, jak boćki wymienią się na sikorki i gile, a na noc będę zamykać okno w sypialni. Nie będę czekać na zakup bujanego fotela, bo to byłaby lekka przesada. Niemniej jednak szybciej niż jesienią ( kalendarzową, nie życia ) nie ruszę. Publicznie jednak, wszem i wobec wszystkich stałych i niestałych czytelników oznajmiam, że mam mega-fisia na punkcie dzierganych puf i sama sobie taką uczynię! 





18 cze 2014

Tak rodzi się pożądanie... (Bloomingville na jesien i zime 2014)


Szarości, delikatne wrzosy, przydymiony niebieski, musztardowy... I biel i czerń  - ponadczasowe i uniwersalne bez względu na porę roku. Kolory minerałów - topazów, opali i agatów, ametystów i kwarcu. To zdecydowanie moja paleta  barw.
Tak rodzi się pożądanie... Nie, to nie ja. To moje mieszkanie - uwierz mi ono ma już swoją duszę. Zatem zwalam na puste ściany i gołe żarówki - to one tak pragną. Spodobało im się to i owo i chyba chętnie przygarną pod swój ...tzn. mój dach :)