24 cze 2014

O bieli

Sto lat temu ( czytaj: będąc w wieku nastoletnim) sądziłam, że w bieli ujrzeć mnie będzie można chyba tylko w dniu ślubu. Egzamin, po którym stałam się bardzo dojrzała,  nie został przeze mnie okraszony białym kołnierzykiem.  Zafundowałam sobie jakiś śliwkowy koszmarek. Gdybym chciała  jakieś pamiątkowe zdjęcie z matury, to chyba musiałabym podejść do niej na nowo, bo w tamtym czymś na szczęście nie dałam się sfotografować. Tkwiło we mnie bardzo mocno przekonanie, że w bieli ( czy generalnie w jasnych barwach ) nie jest mi do twarzy. Ze blado, że grubo, że brzydko, że nijako... Trzymałam się od tych białych kołnierzyków z daleka. Psychologia systemowa się kłania, bo takie tezy wspólnie głosiły mama i babcia. Ach, te przekazy generacyjne :)  Pamiętam pierwszą, nieśmiałą myśl o białej marynarce. Od razu została zestawiona z wyobrażeniem katowickich tramwajów, fruwającej w powietrzu sadzy i wszystkiego co czarne. Przegoniłam ją gdzie popadnie, białej marynarki nie nabyłam, tkwiąc sobie wygodnie w przekonaniu, że to najtrudniejszy ciuch pod słońcem. I wiecie co? To prawda. Białe marynarki są cholernie wymagające. Brudzą się wszędzie tam, gdzie zadbanej i eleganckiej kobiecie nic nie powinno się brudzić ( czytaj: szyja, mankiety ). Wymagają maksimum troski i uwagi - ale dają maksimum stylu i powabu. Rozprawiłam się raz na zawsze z białymi obawami. Teraz w skrytości rozważam wciśnięcie uda w biały dżins... ale do tego trzeba znacznie więcej mentalnej pracy nad sobą samą :) 

Zara

23 cze 2014

O odpoczywaniu

Oddawać się przyjemnościom, ot tak po prostu - to wcale nie tak łatwa sztuka. Wewnętrzny Dyktator pewnie niejednemu z nas próbuje namieszać w głowach w chwilach  odpoczynku. Oklepane "czas to pieniądz" i "bez pracy nie ma kołaczy" pewnie niejeden raz huczy w głowie, odbija się czkawką czy jątrzy w postaci pryszcza na naszych czterech literach, błogo spoczywających sobie na fotelu czy kocyku :)  Niby każdy nowoczesny człowiek wie, że wypoczynek jest równie ważny jak praca. Ze te dwie aktywności winny być w równowadze, bo właśnie wtedy jesteśmy kreatywni, produktywni i sprawni. Power is back (jak to głosi  jedna z reklam)  nie po kolejnej puszce bąbelkowej, płynnej energii, a po porządnej dawce wypoczynku ( w jakiejkolwiek postaci - bo każdy z nas lubi inaczej). Mimo to tak trudno zanurzyć się w odpoczynku bez wyrzutów sumienia, wewnętrznego poganiania, wybiegania myślą do spraw, które czają się tuz za okładką notesów... Skrzętnie zapisane terminy, cele, dedlajny... Ufff... Kilka dni temu wypuściłam z siebie wszystko i poleciało w świat z lekkim wietrzykiem. Stałam się jakby lżejsza (ok tylko wewnętrznie :) ). Aplikowałam sobie truskawki prosto z grządki, proziaki (prawie) prosto z blachy, obdarowano mnie bukietem polnych maków... Ale mi było dobrze :).



18 cze 2014

Tak rodzi się pożądanie... (Bloomingville na jesien i zime 2014)


Szarości, delikatne wrzosy, przydymiony niebieski, musztardowy... I biel i czerń  - ponadczasowe i uniwersalne bez względu na porę roku. Kolory minerałów - topazów, opali i agatów, ametystów i kwarcu. To zdecydowanie moja paleta  barw.
Tak rodzi się pożądanie... Nie, to nie ja. To moje mieszkanie - uwierz mi ono ma już swoją duszę. Zatem zwalam na puste ściany i gołe żarówki - to one tak pragną. Spodobało im się to i owo i chyba chętnie przygarną pod swój ...tzn. mój dach :)



12 cze 2014

Ciała niebieskie (Happy Lights)

Uwieś sobie pod sufitem ( albo ulokuj gdzieś na podłodze) a szczęściem i radością wypełni się Twój dom. Bo skoro duńska marka taką sobie obrała nazwę ( Happy Lights)  - coś musi w tym być ;).  Widocznie te kolorowe kule emanują pozytywną energią. Albo w tajemniczy sposób stymulują nasz mózg i odczuwamy permanentne szczęście. Przypominają mi jakieś ciała niebieskie - magiczne księżyce odległych planet albo wielką gwiazdę. Hmmm... kto chciałby zamieszkać pod tą szczęśliwą?



10 cze 2014

Pani ćma i jej morskie lampy


Tytuł posta przewrotny - zamiast o nocnych motylach - będzie o lampach ( wiem - już kiedyś o tym pisałam). Zastanawiam się, czy  w innym wcieleniu nie byłam jakimś owadem albo inną latającą cholerą? Pchałam się pod klosze lamp, było mi tam ciepło i bezpiecznie.  I stąd ta moja fascynacja tymi przedmiotami. Ja mam chyba jakiegoś fisia na ich punkcie. Słowo  honoru - nawet w internecie, po natknięciu się na stronę z cudownymi lampami - serce zaczyna mi bić szybciej a w brzuchu fruwają kolorowe motyle ( a może ćmy? ). Te biało-granatowe i turkusowe  przywodzą mi na myśl letnie rezydencje nad ciepłymi wodami. Inne - z masy perłowej i koralowca - przeczesywanie nagrzanego, złocistego piasku w poszukiwaniu wakacyjnych, skarbów...

P.S. Wzdycham sobie do monitora i liczę na TK Maxx :)



7 cze 2014

Po prostu kwiaty

Puszyste, pachnące  kule piwonii. Soczyście zielone łodygi frezji zwieńczone białą główką.  Twarde i harde pęki goździków. Zapraszam Calineczkę - niech się skryje Mała na noc w moim cudownym bukiecie...



3 cze 2014

Nowe książki plus dywan

Na blogu ostatnio cisza.... Do mojego krwiobiegu wdarł się groźny wirus potocznie zwany lenistwem. Zadomowił się skubany i całkiem mu we mnie wygodnie. Sparaliżował mi paluchy i stukanie w klawiaturę stało się mocno utrudnione. Remedium na tę przypadłość jeszcze nie wynaleziono, ratuję się zatem myślą, że "wszystko mija " i " jutro też wstanie dzień" oraz dopuszczam ewentualność, że nie zostanę słynną blogerką ( śmiech  :) ). Jednak proszę nie myślcie, że tak jałowo spędzam czas. Buszuję i wyszukuję, co rusz wnoszę coś  na to nieszczęsne czwarte piętro. Domowe ognisko sobie coraz piękniej płonie a ja dokupiłam kilka  książek i  czytam przy kominku ze świec :) 


21 maj 2014

Plakat

Dekoratorskie zapędy dopadły  mnie już  w wieku wczesno-nastoletnim. Przejawiały się wielkim zamiłowaniem do wszelakiej maści kompozycji z suszonych kwiatów i obwieszaniem prawie wszystkich ścian w pokoju plakatami.  Zaczęło się ( chyba) tradycyjnie.  Romantyczne delfiny wyskakujące wysoko na tle zachodzącego słońca... Skromnie ubrane damsko-męskie pary pod dziwnie wykręconą palmą. Bravo! Dizajn wprost z kiosku Ruchu. Teraz ściany mojego mieszkania jeszcze nie są plakatem skalane, ale... coś się kroi :) Natknęliśmy się w sieci na plakaty autorstwa Ryszarda Kaji i przepadłam. Jest i Solina i Cisna - czyli prawie  moje  rodzinne strony. Są i Katowice najeżone na plakacie wysokimi kominami. Co wybrać na główną ścianę w salonie?   Rozterki lokalnego patriotyzmu rozrywają mi serce  na pół... Czy iść za swoimi korzeniami czy uczcić miasto, w którym teraz mieszkam? Ufff... Jest rozwiązanie tegoż arcytrudnego dylematu ;) Wielkie białe cycki i  brzuch i Chałupy - kupiły mnie bezapelacyjnie :) 


14 maj 2014

Pasiak idealny


Rzecz zdawałoby się tak prosta - a podczas jej wyboru bywam wielce niezdecydowana. Niby nic takiego. T-shirt w paski. Jeśli jednak nie zapałam do niego miłością wielką już na samym początku - zwykle szybko wraca na  sklepową półkę. O bezwarunkowym uczuciu nie ma tu mowy. Warunków stawiam mu kilka, wszystkie są równorzędne, kompromisów nie uznaję ( no dobra- czasem uznaje - ale tylko podczas wyprzedaży :) ). 

ZARA


9 maj 2014

Stoliczku nakryj się

Stoliczku nakryj mi się tak pięknie... Nakarm mi oczy do syta... Ugość mnie wyrafinowanie. Przepuść mi te wszystkie talerze na kolanie, kanapki na szybko przy kuchennym blacie i, o zgrozo, brak specjalnych sztućców do ryb :) Wina dolej do cudnych kielichów, osłodź zwykły  smak codziennego menu. To nie tylko talerz, widelec i łyżka -  pełna micha, pełny brzuch. To spożywanie - celebrowanie. Stan skupienia zupy lub umysłu.  Kęs po kęsie, atom po atomie, nasycanie się holistyczne. Dla ciała alfabet witamin i minerałów. Dla duszy trochę piękna i uroku. Tak - potrzeba na to czasu i szczypty kreatywności, kilku świeżych kwiatów - a dla niektórych okazji. Jednak mam nieodparte wrażenie, że nawet tak nielubiana przeze mnie  kaszanka, mogłaby w takich nakryciach smakować... ładniej :) 


6 maj 2014

Dywany

Codzienność nabiera delikatnych rumieńców. Kurzu jest jakby mniej, niezagraconej przestrzeni jest zaś jakby więcej. Proporcje "tego jak ma być" -  do  "tego jak jest" wypadają coraz korzystniej. Tu jakaś rureczka na biało, tam jakaś szafeczka dokręcona wreszcie do ściany. Oto staje się dom. Jest takie jedno miejsce, które omijamy wciąż szerokim łukiem. Piwnica. Straszy nadal pełnymi pudlami. Zejście tam to jakby zejście do piekieł - dusza cierpi, smagana batem wyrzutów sumienia ( zamiast uwijać się w mieszkaniu z robotą to my jakieś wcale nie planszowe gry o tron uprawiamy ). Serialowe, wojenne strategie ze mnie mieszkaniowego stratega nie uczynią. Plany zmieniają się często, wizje bezpańsko dryfują sobie w powietrzu. Ot, tu jakaś myśl padnie, tu jakaś zakiełkuje...Atramentowe indygo ostatnio przegrywa z morską bryzą  ( która już jest na ścianie). Ikeowska witrynka trzyma się mocno, nasze  ochy i achy regularnie zasilają jej dominującą pozycję. Wczoraj przybył dywan, ale okazał się być zbyt gruby ( na serio!). Stanął na drodze drzwiom do łazienki, a każdy wie, że one wymagają czasami szybkiego otwierania :)

A propos dywanów i dywaników. To  moim zdaniem jeden z czołowych dodatków kreujących piękne ( lub niestety mniej) przestrzenie. Uroda i funkcjonalność bez wątpienia winny iść w parze. W jednym z moich ulubionych ( Ikea)  jedno z kryteriów jest w lekkiej niedowadze ( ach, piękne, kremowe długie włosie :) ). Toż to będzie uciecha dla roztoczy i kurzu ;).

Poniżej zdjęcia moich faworytów.

IKEA

26 kwi 2014

Witryna z serii Stockholm

Jest taki jeden mebel, na który ostrzę sobie ząbki i pazurki. Opisywać osobowość mebla to dosyć skomplikowana  i śliska historia. Jednak się o to pokuszę :) Nie napiszę, że taki niepozorny, skromny - bo charakter ma moim zdaniem zgoła inny. Kolorem manifestuje swoje lekkie i nowoczesne podejście do życia. Formą- nawiązuje do klasyki, czerpie garściami ze starych, dobrych witrynek. Taki dizajnerski dualizm. I bardzo nam to w smak. Widzę go w wielu rożnych " stylizacjach". To właśnie pod niego pragnę ściany w kolorze indygo. Taka barwna osobowość musi mieć odpowiednie tło. A że każdy wie, że nie tylko wygląd się liczy, ale i wnętrze, to te kwestie też już mam przemyślane. Zaparkują tam zatem duże kielichy do wina, kilka ładnych książek ( podkreślam ładnych - czyli tych albumowych, raczej do przeglądania niż czytania), może jakiś kolorowy wazon. Być może pucha farby rozwiązałaby problem tańszym kosztem. Ale ja i tak nie mam starej witrynki do odnowienia, wiec uparcie i już nie-skrycie zasadzam się na Ikeowskiego Stockholma :)