1 lip 2015

Jedzenie, po którym masz ochotę wylizać talerz



To nie jest mądry tekst. Ostrzegam, jeżeli liczysz na przeczytanie czegoś, co odmieni Twoje życie, natchnie Cię do działania, odwróci złą passę losu lub da jak obuchem w łeb.  W przypadku takich właśnie oczekiwań żywionych  względem tego tekstu- radzę nie klikac w "read more".  We wszytskich innych - serdecznie zparaszam :)

Zapomnijmy na chwilę o dobrych manierach. Nawet jeśli w drzewie genealogicznym zabłąkała nam się jakaś prababka hrabianka, czy inna zubożała -czy też nie - szlachcianka. Nawet jeśli savoir-vivru uczyliśmy się na ekskluzywnych warsztatach u samej Jolanty K. Nawet jeśli pod poduszką mamy cały stosik poradników o tym  jak być jak Francuzką (jakby bycie Polką było nie-ok).  Wreszcie, nawet jeśli nie wypada. Ja chcę  Was dzisiaj zapytać o jedzenie, po którym macie ochotę wylizać talerz. Dokumentnie, systematycznie, z namaszczeniem, w głośnym mlaskiem - wylizać talerz do cna. Nie uwierzę, jeśli czasem taka mala,  podstępna ochotka, taka tyci tyci pokuska,  nie uczepi się właśnie was. Że tęsknym, rozmarzanym  wzrokiem nie żegnacie czasami talerza pełnego pysznego sosiku, tak drastycznie oderwanego wam od ust i niesionego w stronę czeluści zmywarki do naczyń. Że waszych ust nie rozdziera czasami niemy krzyk na widok smakowitych okruszków wyrzucanych ot tak, bez mrugnięcia okiem. Albo fantazyjnych  przyozdobień i  dekoracji, które - nie wiedzieć czemu - chociaż jadalne, służą tylko do upiększania.   Że w restauracji, u cioci na imieninach, u kumpeli na babskiej posiadówie, u teściowej, u własnej osobistej mamy, na pikniku w parku, na zlocie foodtraków, w modnym bistro, w najprawdziwszym barze mlecznym, czy gdzie Was jeszcze kubki smakowe nie poniosą- nie macie czasem ochoty wylizać na błysk talerza. Bo ja mam, przyznaje się. Ha! Bywa nawet, że oddaję się tej pokusie. 

Wybitnie namiętnie podchodzę do dzieła na okoliczność wylizywania talerza po wszelakich pierogach z owocami. Z borówkami, z truskawkami, a nawet z jabłkiem. To, co pozostaje na talerzu, gdy wszystkie soki, omasty, cukry i śmietany ( lub jogurty - u tych z silnym charakterem) wymieszają się razem tworząc słodki sos, to czysta ambrozja. Kto nie lizał ten nie wie.  Cała reszta po prostu musi przyznać mi rację. Toż to czyste barbarzyństwo, wręcz  marnotrawstwo - oddać taki talerz do umycia. Jak rzecze Makłowicz - tyle tam tego dobra, że koniecznie należy to wykorzystać, angażując w to własny nos i język. Tu nie mogłabym nie wspomnieć o knedlach ze śliwkami, serwowanymi w podobny sposób.   Nie inaczej ma się sprawa w przypadku placków ziemniaczanych z pysznym gulaszem, udekorowanych - a jakże - odrobiną śmietany
( zdaje mi się, że atrakcyjność talerza wzrasta dla mnie wraz z pojawieniem się na potrawie  kleksu śmietany...). Jednak nie -  podduszana, młoda kapustka serwowaną z mięciutką pieczenią lub sadzonym jajkiem, młode ziemniaczki podawane ze zezłoconą cebulką i kwaśnym mlekiem, makaron z sosem pomidorowo-bakłażanowym, domowe pesto. Trochę się tego uzbierało :) 

Na koniec zacytuję pewną dziewczynkę - to z czasów gdy pracowałam jeszcze w świetlicy. Po nader wykwintnym podwieczorku składającym się z kawałka babki typu dankejk i owocowego koktajlu, mała rzekła " prose pani to jest pysne". Jak jest pysne to trzeba celebrować do końca. I basta :)

Marta


7 komentarzy:

  1. wygląda bosko...lizałabym nie tylko talerz:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym była teraz w ciąży, to mój małżonek byłby już w drodze po zakup śmietany   Nie jestem, więc panuję nad sobą, ale jakbym mogła zasiąść przy waszym stole, to tak, owszem, mimo, że w gościach, wylizałabym z mlaskiem, bez opanowania ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. w takim razie musimy kiedyś urządzić wspólną biesiadę, na której wylizywanie talerza z mlaskiem bedzie obowiązującą regułą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wylizywanie talerza po pierogach lub knedlach - punkt obowiązkowy mojego dzieciństwa. Czemu zaprzestałam tej świetnej tradycji? Muszę do niej wrócić teraz już wraz z synkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha ha. Ja też wylizuje i to bardzo często. :-) A mój mężczyzna prawie zawsze. Zmywać po nim nie muszę. ;-) Oczywiście w domu jak jesteśmy sami. W towarzystwie niekoniecznie, no chyba, że to sami swoi i też wylizuja. :-) Ależ to opisałas. Aż głodna się zrobiłam. I ten kleks śmietany. Mniam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że czytam Twojego posta z pełnym brzuchem po kolacji ;)) Świetne zdjęcie- mam takie same serwetki :D

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedzenie Zakładników Codzienności oraz za Twój komentarz