20 lis 2014

Cereal Magazine

Fotogeniczne bestyjki!!!! Nie stroją min i póz, nie wyginają ciała w zawodowych pozach, nie wysuwają delikatnie biodra w przód... Nikt im nie robił mejkapu, nie nakładał rozświetlacza na szczyt kości policzkowych, nie ułożył włosów  w misterne fale lub artystyczny nieład... Są piękne z natury! A gdy dodać im trochę pikanterii - choćby obficie  posypać pieprzem lub solą - wydają się być zawodowymi modelami.



18 lis 2014

Naszyjnik ze sznurka bawełnianego z kolorowymi kamieniami - DIY

Idą święta - zatem każdy pomysł na własnoręcznie przygotowany prezent jest w cenie. W końcu nic tak nie cieszy, jak jakaś drobnostka wykonana przez bliską osobę. A przynajmniej tak powinno być :) Dla niezdecydowanych, czy własnoręcznie wykonane biżuteryjne upominki mogą konkurować z tymi ze sklepów - dzisiaj przedstawiam moje ostatnie rękodzieło. Bez zbędnych słów - zapraszam do zapoznania się z tym, jak krok po kroku wykonać taki naszyjnik ze sznurka bawełnianego  z kolorowymi kamieniami

naszyjnik diy projekt


13 lis 2014

Dzikie Oczy

Wyobraź sobie, że spoglądają na Ciebie... Dzikie, tajemnicze i nieokiełznane oczy - gapią się wprost z Twojej ściany. Świdrują Twój mózg, wywołują na mentalny pojedynek, stawiają do pionu Twego wewnętrznego Tchórza lub Bohatera. Symbolizują przygodę i tajemnicę, często też dalekie lądy... może Afrykę lub amerykańskie prerie? Miejsca, w których z pewnością bardzo chciałbyś być. Te oczy przyciągają magnetycznie. Nie uznają kompromisów, wciśnięcia gdzieś w ciemny kąt, wsunięcia za szafę. Domagają się należnej im przestrzeni, najlepiej neutralnej, białej ściany. Chcą tam dominować, pokazać swoją prawdziwą naturę. Nawet jeśli w styl życia wpisane mają skubanie trawy lub listków drzew, swoim majestatem nie ustępują tym, które wolą zamoczyć zęby w ciepłej krwi. Niech nie zmyli cię ich pokora i spokój. W duszy gra im zew natury, co każe biec przed siebie, z wiatrem i pod wiatr. 


www.minted.com

11 lis 2014

Bezwstydnie wspaniały dzień...

To był bezwstydnie wspaniały dzień... Cieplutko jak we wrześniu - tylko bardziej kolorowo, wciąż złociście. Poprzez łyse konary drzew prześwitywało błękitne niebo, wiatr gonił szeleszczące liście. Dzieci w parku darły się  wniebogłosy, psiaki filuternie zaczepiały się pyszczkami... Amory z każdej strony świata! A potem była czysta rozpusta... Najlepszy burger wszech czasów ( ledwo powstrzymałam się przed wycałowaniem kucharza na oczach własnego męża). Rozkładaliśmy sos na czynniki pierwsze i do teraz nie wiem, czy było tam anchois, czy też nie? A potem, tropem niby-podrabianych-ale-dla-mnie-idealnych rogali co imię mają od Marcina, pojechaliśmy na katowicki Nikiszowiec. W cukierni nie było gdzie szpilki włożyć, ale przycupnęliśmy na murku i...to skądinąd niestandardowe jak dla nas miejsce konsumpcji nic a nic nie odebrało rogalom iście boskiego smaku... A mak był tak wilgotny, wyśmienity... Wierzcie lub nie, czysta rozpusta!

P.S. Ponownie, aby zachować odpowiednie ph tego bloga dodam, że dziś od 5 rano pękała mi głowa, a jutro rano czas do pracy... 






10 lis 2014

Szyte na miarę


Popołudnie, a teraz wieczór uszyte na miarę... Dla mnie makaroniki ( zwane też makaronami)... Dla niego nowa płyta Floydów. Pewnie nauczyłabym się teksów na pamięć w kilka dni, gdyby jeszcze te teksty tam były :) Butelka wina, może dwie... Nie musiałam lecieć do Paryża po te chwile przyjemności i szczęścia. Bo szczęście jest blisko, tuż za rogiem, a nawet na wyciągnięcie ręki. Miłego wieczoru :)

p.s. Wyszło patetycznie i ckliwie... Ot, cała moja natura :) Aby utrzymać odpowiednie ph tego bloga dodam, że po obiedzie był mega stos brudnych naczyń, a jutro malujemy pokój.






9 lis 2014

Dziewczyna w Cekinach

Dziewczyna w Cekinach musi sprostać wielu wyzwaniom... Słońce bywa jej wielkim przeciwnikiem, gdyż nie zawsze wydobywa na światło dzienne niewątpliwy urok tych plastikowych ozdóbek. Wręcz przeciwnie - może dołożyć swoje trzy grosze do opłakanego efektu " na choinkę". A każdy przecież wie, że choinka ma urok tylko w grudniu... Dress cody, pracownicze mundurki, a nawet Casual Friday będą się mocno gryzły z tymi malutkimi świecidełkami. A wszystkie eleganckie panie w idealnie dopasowanych garniturach tylko ostrzą sobie ząbki na Dziewczynę w Cekinach i nie zamierzają zostawić na niej  suchej nitki. A co dopiero suchego cekina... Choć piękne i niejednokrotnie subtelne ( szczególnie w wydaniu pastelowym) nie raz wyzwane są na pojedynek do wiejskiej remizy tudzież innego przybytku mody niskich lotów. Kojarzone bywają, wespół z czarną i czerwona koronką, z najstarszym zawodem świata. Jednak tam ubranie nie ma przecież większego znaczenia... Za to na ich korzyść działają współcześni redaktorzy pism nazywanych biblią mody i co rusz w swoich wydaniach promują ich pozycję... I choć w tej oryginalnej  Biblii o cekinach ani widu ani słychu, a apostołowie z pewnością  lubowali się w znacznie bardziej minimalistycznych szatach, weźmy to za dobry początek! Spójrzmy zatem, jak Dziewczyna w Cekinach odzyskuje wigor i dumnie podnosi głowę. Już to nogi odziane w cekinowe spodnie odzyskują żwawość, sylwetka pręży się, wygina, przybiera wyszukane pozy, czuje ducha mody. Dziewczyna w Cekinach już nie musi czekać na Sylwestra by być ubraną, a nie przebraną. Dostaje zielone światło i pędzi migotać w blasku słońca, świec, księżyca... Nieważne czy na plaży, czy w lesie, czy spacerze, szalonej imprezie, a czasem nawet w pracy. Przyświeca jej ( oczywiście poza cekinem) prosta dewiza - UMIAR. I jest pięknie!


30 paź 2014

Zupa dyniowa z jabłkiem i smażonym boczkiem

Długo dojrzewałam do tej zupy. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że zabierałam się do niej jak pies do jeża.... Pierwsza dynia - bez owijania w bawełnę - po prostu zgniła... Aż wstyd się przyznawać do takiego marnotrawstwa. Skruszona, obchodziłam dynie szerokim łukiem, wręcz trzymałam się od nich z daleka. Co z tego, że kusiły swoją niewątpliwą urodą i czarem i obiecywały robić za ekonomiczną i modną dekorację mieszkania. Może, gdybym natknęła się gdzieś na  prześliczne baby boo, dałabym się złamać. Ale nasza pospolita piżmowa - nie miała z moją silną wolą żadnych szans... Aż do poniedziałku. W ostatnim tygodniu, w którym dynie odzierane są z czci i godności,w którym ostrymi nożami wycina się im szkaradne pyski, w którym robią za płonące świecą groteskowe potwory, postanowiłam oddać im należny szacunek. I tak jak przystało - wrzucić jedną do garnka :) Moim garnkowym męczennikiem została ciemnopomarańczowa hokkaido, która po trudach i znojach przypiekania na prawie-żywym ogniu, przemieniła się w aromatyczną i pachnącą pulpę.


27 paź 2014

Jak zarobić pierwszy milion?

Jak zarobić pierwszy milion, a potem kolejne? Och, gdybym umiała odpowiedzieć na to pytanie nie tylko Wam, ale sobie samej, zapewniam, że teraz nie siedziałabym tyłkiem na mojej kanapie, ale na obłędnie białym i cieplutkim piasku, z drinkiem z palemką  w ręce . Albo jeszcze lepiej - popijając świeżutką wodę z kokosa. W końcu mózg,  który opracuje tajny plan podbicia liczby zer na koncie, zasługuje na wszystko co najlepsze.  Winien być zatem stymulowany najpiękniejszymi widokami świata i odżywiany tylko przez super food. Gdybym wiedziała, że goji, acai i inne amazońskie zielska przetransformują mnie w rekina biznesu i geniusza finansjery - jadłabym to  jak ptaki wszelkiej maści ziarna  zimą :) No nic, po humorystycznym wstępie, który ostatecznie nic nowego nie wnosi w wiedzę pt "Jak zarobić pierwszy milion ", przejdźmy do sedna...


24 paź 2014

Czekoladowe muffiny z wiśniami amarena

Zawiało zimnem z północy i postraszyło przymrozkiem. Niespodziewanie łaskawa, słoneczna jesień pokazała nam język i dała pstryczka w nos. Żarty się skończyły, zaczął się zaś chimeryczny okres w roku, w którym zabawy w ciepło-zimno są na porządku dziennym, wiatr hula w kominach i pod podszewkami kurtek i nawet  psy nie chcą  wyściubić nosa z domu. Głowę zalewają fale jesiennych rozmyślań i refleksji.  Bywa trochę nostalgicznie, bywa też wesoło... Jak widzicie jestem uzbrojona w porządne notesy, więc rozmyślania nie są mi straszne:) Kawiarnie szturmują zakochani. Grzeją dłonie gorącymi kubkami herbaty, przesiadują godzinami, obserwując wzory z kropel deszczu na szybach. Wszyscy wokół szukają przytulności - w mieszkaniach, w ubraniach, w wielkich filiżankach kawy z puszystą pianką z mleka. W dotyku bliskich osób i w uśmiechach dzieci . A ci bardziej tchórzliwi zwiewają gdzie pieprz rośnie, albo trochę bliżej np.na Kanary. Jak to mówią - każdy orze jak może. Cóż, nie mam szans teleportować się gdzieś bardziej na południe...  Muszę dzielnie stawiać czoła północnym wiatrom, deszczom, mgłom i innym tego typu cholerstwom. Zatem opatulam się szalem po same uszy, w pogotowiu mam już czapkę, nie zawaham się użyć rękawiczek. A dziś upiekłam muffiny, żeby - no wiecie... trochę  dogrzać piekarnikiem  mieszkanie ;)



22 paź 2014

Perełkowy kołnierzyk - naszyjnik DIY

Tańcowała igła z nitką przez kilka godzin... Wywijały ogniste  rumby i szalone fokstroty, prowadzone moimi rękoma... Cała ta "operacja" przebiegła dosyć sprawnie, a dzisiaj zaprezentuję Wam jej efekt - perełkowy naszyjnik w formie "kołnierzyka", który zawiązywany jest za pomocą rypsowej tasiemki. Od a do z wykonany przeze mnie! Nie próżnuję na tym moim blogowym urlopie i przygotowuję jeszcze kilka innych projektów  dodatków. Zatem zapraszam do zapoznania się z instrukcją wykonani perłowego naszyjnika - kołnierzyka.  



15 paź 2014

#TROPY

Zmysł smaku to zdecydowanie boska inwencja. Wszak jednym z grzechów głównych jest nieumiarkowanie w jedzeniu i w piciu - zatem w ten sposób postanowiono wodzić nas na pokuszenie. Chyba każdy zna siłę przyciągania kolejnej pajdki świeżego chleba z masłem... Może nawet kiedyś zdarzyło się mu kupić świeżutki  bochenek na kolację dla całej rodziny, a po kilku takich pajdkach okazało się, że chleba tak jakby już nie ma... Można wtedy próbować udowadniać, że się zdematerializował, albo ukradł go głodny sąsiad,  ale trzeba jeszcze znaleźć jakąś wymówkę dla masła :) Jesienią i zimą trochę częściej myślę o jedzeniu. Nie wiem czemu, ale przyjemność w chłodne dni kojarzy mi się np. z pieczonymi jabłkami pełnymi bakalii i miodu, albo z parującym talerzem pysznej zupy. 
Pourlopowe postanowienie o przygotowywaniu raz w tygodniu zupełnie nowej dla mnie potrawy otworzyło mi oczy! Oczy na jedzenie! Nie to, żebym wcześniej była jakimś wybrednym niejadkiem, nadtalerzową marudą, wiecznie  niedojadającą panną. W całym swoim życiu miałam do czynienia z dobrze gotującymi osobami a kulinarnie najgorszym okresem był zdecydowanie czas studiów ( jajecznica w ramach ciepłego posiłku itp.). Szukając jednak pomysłów na nowe potrawy najczęściej sięgam jednak do internetu. I tam bezkarnie karmię swoje oczy! Nasycam się wspaniałymi wypiekami, parującymi talerzami pełnymi orientalnych dań, albo wirtualnie sączę sobie zdrowe smoothie i podjadam warzywka w słupkach. Jedno się nie zmienia: czy to wirtualnie czy w realu - szerokim łukiem omijam podroby, bo z nimi mi zdecydowanie nie w smak. W sieci kulinarnych inspiracji jest bez liku, co chwilę można się natknąć na kolejny smakowity blog, a kucharze w dzisiejszych czasach to seksowni blondyni zachęcający do eksperymentowania przy garnkach. Dla tych, którzy znajdują przyjemność w gotowaniu, przygotowałam dzisiaj kilka stron, na które warto zajrzeć szukając nowych pomysłów na rozwijanie kulinarnych talentów ( albo bardziej przyziemnie: na szybkie zapełnienie kilku głodnych brzuchów). 


11 paź 2014

Halo, halo, jestem!

Postanowiłam gdzieś się wyrwać, a tu jest dziś tak pięknie... Dałabym się nabrać, że to maj! Słońce zalewa każdy kąt mojego mieszkania, wciska się w szpary, obnaża kurz, dręczy kolonie roztoczy. A ja mam to w nosie! Kto by się przejmował drobnymi niedoskonałościami, kiedy świat przychyla nam nieba?  Wystarczy spojrzeć za okno. Październik jest cudny w tym roku. Nawet najbrzydsze ulice miast przyozdabia w kolorowe liście i czerwone koraliki krzewinek i drzew. A ja od zawsze uwielbiałam szarości miksowane płomiennymi barwami. Rudowłose dziewczyny mają ostrą konkurencję w parkach i lasach -  korony drzew płoną! I żadne loreale nie podrobią tych ekstrawaganckich czupryn. Muszę przyznać jednak, że zabawy w ciepło-zimno, które serwuje nam i tak mało kapryśna Pani Jesień, momentami niekorzystnie na mnie wpływają, wywołując nieżyt. Na szczęście tylko nosa, reszta mnie żyje i ma się całkiem dobrze. Trochę zaś gorzej z moim laptopem. Biedaczek (prawie) dokonał żywota, jednak diagnoza wykazała, że tli się w nim jeszcze trochę życia. Więc zamiast ronić nad nim gorzkie łzy, muszę tylko słono zabulić... Ni jedno, ni drugie mi nie w smak...  Gwiazdy, horoskop i Pan Serwisant przepowiadają, że ten stan może jeszcze trochę potrwać... Zatem już wiecie dlaczego mój wrześniowy wirtualny słowotok przeszedł w październikowe wirtualne " cicho jak makiem zasiał". Ok, przyznaję, być może dopadło mnie też malutkie, blogowe wypalenie, taki delikatny burn out. Czytałam ostatnio o tym w NY Times, a wiadomo, że każda moda przychodzi do nas z zachodu :) Puszczam do Was oko, kradnę zdjęcie z Pinteresta i pędzę do Krakowa, na weekendową terapię blogowego wypalenia :)