25 sie 2015

"Szczygieł"




W swoich pomysłach czy planach na lato podzieliłam się z Wami tym dotyczącym  przeczytania "Szczygła". Już od bardzo, bardzo dawna nie jestem na bieżąco z książkowymi publikacjami. Po napisaniu tego zdania zadałam sobie pytanie, czy w ogóle kiedyś byłam :). W każdym razie sporą przyjemność stanowiło dla mnie zawsze wertowanie wydawniczych nowości w księgarni, czy też czytanie na ten temat w czasopismach i internetowych portalach. I choć tak naprawdę rzadko właśnie po nie sięgam, lubię wiedzieć co w trawie piszczy.  Tym razem stało się inaczej. Zapowiedzi i recenzje "Szczygła",  okraszone hasłami że to najważniejsza powieść dekady, zrobiły swoje. Postanowiłam, że przeczytam tą książkę szybko, właśnie teraz kiedy wciąż jest gorąca nowością. Tak po prostu. 

Nigdy nie przerażały mnie grube książki,  nie jestem typem nabijającym  swoje czytelnicze statystyki publikacjami o broszurkowych wymiarach. Bliżej mi w stronę myślenia, że jak coś jest  poważnych kalibrów (czytaj:cegła) to musi być tam zawarta cała mądrość świata i coś więcej, chociaż doskonale wiem, że to nie jest prawda :) Biorąc do ręki "Szczygła" nie sposób nie zarejestrować jednak, że to dosłownie gruba sprawa. Ponad 800 stron może niektórych skutecznie zniechęcić. 

Najdziwniejsze jest dla mnie jednak to uczucie przywiązania do bohatera i chęć poznania jego dalszych losów ( na początku wcale tak się nie zapowiadało). Theo przerywa swoją narrację w punkcie, w którym ja kompletnie nie czuję na to zgody. Rzadko tak mam, że trudno mi jest rozstać się z bohaterem  powieści. W tym przypadku czuję to bardzo mocno. To chyba właśnie jest siłą tej książki - kończysz czytać tą przegrubaśną cegłę, a z tyłu głowy czai się myśl: chcę więcej. Zaczynasz fantazjować o tomie drugim, szukasz miejsc w których autorka zostawiła sobie uchyloną furtkę. Ta opowieść cały czas pracuje w tobie, chociaż  na półce czeka coś nowego do poczytania. I chcę kolejnych stu albo nawet i dwustu stron, chcę hepiendu (ale ja go zawsze chcę).  Bo choć Theo w swoim życiu robi masę głupot, faszeruje się narkotykami, do gardła  strumieniami leje wódkę, nie sposób go nie polubić. To dla mnie nowe uczucie - polubić bohatera-narkomana. Ja z reguły tego typu bohaterów wręcz nie trawię.



Wcale się nie zdziwię, jeśli za  kilkadziesiąt lat będą o nie pisać tak jak o "Grze w klasy" Cortazara. Kultowa powieść młodych ludzi, rzecz o poszukiwania sensu w życiu, składania swoich puzzli w całość. Chociaż Theo ich tak do końca nie poskładał, a przez x lat kierowała nim głównie  autodestrukcja. Poczucie winy, zagubienie i lęk tłumione silnymi narkotykami i alkoholem. Poszukiwanie bezpiecznego miejsca, przystani w której będzie po prostu akceptowany i lubiany. Odkrywanie spokoju w pasji wymagającej skupienia i dokładności. I ludzie - przypadkowo spotkani w miejscu publicznym, z którymi los złączył Theo na całe lata. Lub straceni z oczu po drodze życia, wparowujący do niego ponownie  z impetem bomby atomowej.

Nie mogę oprzeć się refleksji, że alternatywna historia życia Theo byłaby pełna sukcesów, prestiżowych uczelni, spełnionej miłości. A jest ciągła goryczka.

W tym roku to chyba najgłośniejsza powieść, najchętniej  polecana i zachwalana. Dokładam swoją cegiełkę i zaświadczam, że warto.

I stwierdzam, że kompletnie nie potrafię pisać recenzji :)

Kto z Was już  czytał "Szczygła"?

Kto planuje?


Marta






3 komentarze:

  1. Mój stosik książek nadal rośnie, a tu kolejne propozycje znajduję. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie potrafisz pisać recenzji, ale potrafisz zachęcić do przeczytania książki. "Szczygieł" korci mnie za każdym razem, gdy wchodzę do księgarni. Chyba tym razem rzeczywiście się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam - ale lubię takie grubaski!!! :)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedzenie Zakładników Codzienności oraz za Twój komentarz