5 sie 2015

Wycieczka na Murano i Burano i moje wrażenia



Dzisiaj troszkę dłużej, o Murano i Burano plus kilka moich spostrzeżeń :)

Murano mnie nie zachwyciło. Może to ten niemiłosierny upał w godzinach okołopołudniowych, kiedy tam dotarliśmy. Może coś innego... Fakt,  jest urokliwie, ale mając niewiele czasu na zwiedzanie Wenecji i okolic można sobie zwyczajnie podarować.  Pragnienie chwycenia krztyny cienia wygrywało nawet z moją - zwykle bardzo silną motywacją do dreptania, gubienia się w zaułkach i uliczkach, poznawania nowych miejsc od podszewki. Dosyć szybko znaleźliśmy jakiś chłodny bar by wysączyć szybką kawkę, a następnie skierowaliśmy swoje kroki w stronę zabytkowego kościoła, w którym z ulgą przycupnęliśmy na dłuższą chwilę. Zachwyciłam się mozaikową posadzką z XII wieku. Odkąd na instagramie wpadł mi w oko profil #ihavethingswithfloors przyglądam się im z większą uwagą. Ta była zdecydowanie godna długiego  i bacznego studiowania :) Murano jest wysepką słynącą z manufaktur szkła o nazwie wywodzącej się od nazwy wyspy. Wyrobów z tegoż szkła jest tam mnóstwo na każdym kroku - począwszy od drobnych biżuteryjnych, na elementach wyposażenia wnętrz kończąc.  Fikuśne i wymyślne żyrandole pewnie znajdują swoich odbiorców, dla mnie jednak stanowią bardziej ciekawostkę z  dziedziny hand-made. 

Czy ktoś z Was był na Murano i ma pogląd podobny do mojego? :)

Jeszcze jedno - gdy w Wenecji tłumy, na Murano  spokój i luz na uliczkach.

Z Murano popłynęliśmy sobie na Burano. Tego dnia korzystaliśmy z 24 godzinnego biletu na vaporetto - czyli tramwaj wodny. Za 20 euro przez  cały dzień można sobie pływać wzdłuż i wszerz całej laguny, zwiedzając w ten sposób Wenecję i okoliczne wysepki. To zdecydowanie dobrze wydane pieniądze, gdyż ten sposób zwiedzania okolicy jest  bardzo przyjemny. Pozwala też spojrzeć na życie mieszkańców z innej perspektywy,  kiedy to sjestują sobie (chyba wymyśliłam ten czasownik :) na swoich elegancki łódkach, z dziećmi i psami na pokładzie. Linii vaporetto jest całe mnóstwo, a niektóre rejsy trwają dosyć długo (np. na Murano ponad 40 minut). Oczywiście łodzie są  dosyć zatłoczone i i trzeba nie lada gimnastyki, aby stanąć sobie w  dobrym miejscu by móc podziwiać widoki i robić zdjęcia. 

Burano skradło moje serce od samego początku, chociaż spędziliśmy tam ledwie kilka godzin. Było równie upalnie jak wcześniej, jednak optymistyczny krajobraz z mnóstwem malutkich domków usytuowanych wzdłuż kanałów i na niewielkich placykach, z których każdy miał fasadę w innym kolorze tęczy, nie pozostawiają człowieka obojętnym. W słoneczny dzień, kiedy niebo aż kłuło w oczy błękitem, wszystko to wyglądało po prostu pięknie. Optymistycznie, sielsko, rustykalnie i nie wiem jakich jeszcze użyć przymiotników. Pewnie trudno byłoby to wszystko przeżyć bez niewielkiego ochłodzenia się od środka -lody na Burano mają pyszne.   Warto odwiedzić tą malutką wysepkę (choćby i kosztem Murano), znaną z haftowanych wyrobów tekstylnych - co rusz to fruwały w powietrzu jakieś obrusy czy serwety. Niestety,  czytałam w przewodniku, że  jest duże prawdopodobieństwo natknięcia się tam na "chiński hendmejd".
To tyle.

Teraz zostawiam Was z kilkoma zdjęciami z mojego telefonu :)











Marta

5 komentarzy:

  1. Kolory, kolory, kolory! Wpatruję się, gapię, pochłaniam oczyma i mało mi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na żywo, przy słonecznej pogodzie, kolory wręcz kłują w oczy :) jest niesamowicie optymistycznie i klimatycznie.

      Usuń
  2. Are you looking for free Google+ Circles?
    Did you know you can get them AUTOMATICALLY AND TOTALLY FREE by using Like 4 Like?

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedzenie Zakładników Codzienności oraz za Twój komentarz