7 sie 2015

Lepsza wersja siebie




Naprawdę wiele, wiele lat temu ktoś napisał mi w świątecznym smsie z życzeniami, bym zawsze była taka jaka jestem i  nigdy się  nie  zmieniała. Po latach stwierdzam, że to  musiało chyba podchodzić pod kategorię  złorzeczenia  :)

Dzisiaj tak wielu chciałoby być lepszą wersją siebie.  Aktualny model nas samych co nieco niektórym nie pasuje i tęsknie wyczekują dnia, w którym wszystko będzie już u nich na swoim miejscu. Nie chodzi tylko o ciało, chociaż ono nadal plasuje się w czołówce  i wielu sądzi, że  jest go albo zbyt dużo (to częściej) albo zbyt mało (na serio tak też się zdarza). Chodzi też o realizowanie marzeń, o pasje, o sposób spędzania wolnego czasu, o umiejętności. Chcemy siebie szlifować i błyszczeć niczym brylant, chociaż proces ten częściej przypomina  heblowanie pełnej drzazg sosnowej deski za pomocą  gołej dupy.

Sama nie wiem skąd to skojarzenie, nie potrafię się go pozbyć :)

Pytanie za sto punktów. 
Jak często czerpiesz satysfakcje i radość z tego jaka/jaki jesteś teraz, w tym momencie swojego życia? W tej wersji aktualnej. Z tym co masz w głowie, z tym jak prezentuje się Twoje ciało, z tym co teraz potrafisz?

To punkt pierwszy i obowiązkowy w tym nieskończonym procesie samodoskonalenia. Nauczyć się doceniania samego siebie, niechby nawet pół drogi przed półmetkiem, w tej przydługiej trasie do lepszej wersji siebie.

Bo ta trasa może być na serio przydługa, może stać się takim życiowym maratonem, z wizją mety regularnie się  oddalającą. Zawsze przecież znajdzie się coś nie tak (szczególnie po trzydziestce gdy tak drastycznie spada ten cały metabolizm... dobrze, że z nim  apetyt na życie nie spada :)

Gdy natykam się  w internecie na zdjęcia niegdysiejszych piękności,  które walczą z zębem czasu u chirurgów, upodabniając się czasami do jakiś dziwnych człekopodobnych stworzeń, stwierdzam, że  jest wiele prawdy w powiedzeniu "lepsze bywa wrogiem dobrego". 
I wiecie co, nie cierpię tego sformułowania o byciu lepszą wersją siebie.   
Co wcale nie znaczy, że nie chciałabym  czegoś w sobie zmienić, czegoś rozwinąć, o czymś zapomnieć a czegoś innego się nauczyć. 

Słowo "lepsza" nasuwa jednak skojarzenia ze słowem "gorsza". Skoro lepsza wersja siebie wciąż przede mną, znaczy że ta aktualna jest...gorsza? 
Trudno uwierzyć mi w to, że ten sposób myślenia  towarzyszy szlifowaniu diamentów w brylanty. 

Mam przed oczami tylko tą sosnową dechę...



Marta







3 komentarze:

  1. Nad fizycznością się nie będę zastanawiać, za ciepło więc jest na co narzekać. Jeżeli jednak chodzi o mentalność. Tak, jestem lepsza wersją siebie. Porównując to co było a jest teraz to zdecydowanie lepsza wersja, a do tego inni w kolo to zauważają. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skojarzenie z dechą jest naprawdę... w dechę! Tylko trochę bolesne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zauważyłam taką przypadłość, że my ludzie XXI wieku nie umiemy być szczęśliwi tu i teraz. Dążymy tylko do tego aby w końcu nasze życie było coraz lepsze i lepsze i oszukujemy się, że jak zmienię pracę, skończę szkołę/studia, rzucę chłopaka to nagle dostanę skrzydeł i stanę się lepszą wersją siebie. Jasne, każdego dnia stajemy się inni, różne sytuacje nas wzmacniają i osłabiają, nabieramy dystansu, czasem go tracimy. Ale jedno jest pewne nigdy nie będziemy idealni, zawsze, ale to zawsze będziemy myśleć, że możemy być lepsi. Lepsza wersja siebie, od lepszej wersji siebie...

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedzenie Zakładników Codzienności oraz za Twój komentarz