29 maj 2015

Jak zmotywować się do biegania

Nigdy nie byłam mistrzynią silnej woli,  determinacji i spinania pośladków.   Dlatego teraz, zamiast wypowiadać te słowa wyraźnie i głośno, wybieram coś na kształt wirtualnego szeptu. Wolę nie zapeszać, wolę też nie pukać w niemalowane, jak  mama ma w zwyczaju, by niebezpiecznie  nie zbliżać się do jej zabobonnych praktyk. Jest jednak sprawa na rzeczy od 7 tygodni, a ja dosłownie pukam się w czoło w niedowierzaniu, bo zaskakuję samą siebie. Ja -  mistrzyni słomianego zapału i wymyślania  ekstremalnie  racjonalnych wymówek, co drugi dzień ochoczo wkładam buty do biegania i ruszam tyłek z kanapy.

Dla samego tyłka, dla reszty ciała, dla ducha.

To mój wyczyn wiosny, absolutnie numer jeden w osobistych osiągnięciach, powód do odczuwania  dumy i radości, pigułka dobrego nastroju i koktajl energetyczny w jednym. Zrobię wszystko, by to nie minęło!

Zaczęło się niewinnie, na tym blogu. A że nie wypada rzucać słów na wiatr (a liter bez pokrycia na internety ) jak rzekłam, tak zrobiłam. Kupiłam buty - wygodne, tanie i z działu dla dzieci. Pomyślałam, że jeśli kiedyś  podejmę decyzję o udziale  w półmaratonie, wtedy kupię sobie kolorowe, bajeranckie buty do biegania. Taka - wydawało się wtedy  głupkowata - obietnica rzucona sobie samej na przynętę.  Dzisiaj cichutko przyznaję, że jest  szansa odchudzić trochę  portfel na superanckie "adidasy".


pinterest




W bieganie wkręciłam się już w pierwszych dniach i generalnie mam takie przekonanie, że  albo się to lubi, albo zwyczajnie nie. Ja nie szukam  tu żadnej większej filozofii. Zanim nie spróbujesz, nie przekonasz się jak będzie w Twoim przypadku. Bieganie to nie to samo co energiczny spacer, marsz czy lekka przebieżka. Jednak z pewnością cię nie zabije - a najwspanialsza nagroda czeka na samym końcu. Ja rozpływam się w tym uczuciu samozadowolenia, a skraplający się na skórze pot zupełnie mi nie przeszkadza. Jest dowodem na to, że kolejny raz determinacja i hart ducha wzięły górę na lenistwem, a mistrzyni wymówek nabrała wody w usta.  I chcę by tak zostało. Luźniejsze dżinsy i marynarki to miły efekt uboczny :) Na początku były główną motywacją, po drodze okazało się jednak, że wraz ze zmianami w ciele dzieją się  też wewnętrzne zmiany ( a myśl, że stać mnie na więcej niż myślę, jest naprawdę bardzo krzepiąca).  Czasem wkurzam się, że te drugie wydają się większe :) Po raz pierwszy jestem tak wytrwała w jakiejś wymagającej praktyce. Bardzo nieśmiało zaczynam siebie włączać do grona biegaczy i szalenie podoba mi się przynależenie do tej grupy :)

A tak praktycznie, co moim zdaniem pomaga i dopinguje do biegania


Dobra trasa
Dla mnie dobra trasa to taka, która pozwala przy okazji biegu pobyć trochę wśród zieleni - las czy park wydają się idealne. Ja sama biegam wciąż tą samą trasę - kilkaset metrów wzdłuż ulicy a reszta wokół stawu. Nie przemawia do mnie perspektywa biegania po zatłoczonych ulicach miasta - mam wrażenie, że osoby biegające po mieście wciąż skupiają na sobie sporo uwagi innych, a dla mnie ważne jest poczucie komfortu i  trochę prywatności. Z perspektywy czasu widzę jednak pewną zmianę  i moją większą tolerancję na "gapiów".

Muzyka
Podczas biegu można przesłuchać  mnóstwo nowych płyt - jeśli nie masz na to zbyt wiele czasu to jest to idealna okazja. Ja sama jestem monotematyczna i wciąż słucham tego samego - ale w internecie bez problemów znajdziesz przykładowe playlisty z muzyką dobrą do biegania.U mnie sprawdza się Sia i jej genialna ostatnia płyta, mam też słabość do Justina Timberlake'a, Beyonce, Rihanny, Florence, albo Kings Of Leon. Drące się ptaki też dają radę :)

Stop wymówkom
Gdy tylko zaczynam ten wkurzający wewnętrzny monolog  - ucinam sprawę, szybko zakładając buty  i resztę stroju. Ubiegły tydzien był trochę kryzysowy, fatalna pogoda tylko dolewała oliwy do ognia. Okazuje się jednak, że nawet w lekkim deszczu fajnie się biega, a satysfakcja ze zmotywowania się jest jeszcze większa ( trzeba jednak dwa razy mocniej się koncentrować na trasie - z powodu ślimaków). Jeśli nie ma burzy  z piorunami nic nie stoi na przeszkodzie by wyjść pobiegać. 

Odpowiednia pora
Im później tym gorzej. Coś wiem o tym sama - zmęczenie po całym dniu daje się we znaki i łatwiej stracić zapał.  Ja staram się wychodzić maksymalnie o 20.15. To dla mnie ostatni dzwonek - mam świadomość że to mimo wszystko późna godzina. Kusi mnie natomiast perspektywa porannego biegu - takiego o 5-6, kiedy świat się budzi, wszystko jest świeże i rześkie, pachnie skoszona trawa i jest to magiczne światło. 

Czysty strój w pogotowiu
Chyba, że masz ich kilka na zmianę. Ja nie posiadam, dlatego muszę dbać o to, by co drugi dzień wrzucić go do prania.  Prawdę mówiąc staje się to uciążliwe - czasami miewam ochotę iść pobiegać dzień po dniu, a brak stroju ( głównie odpowiedniej bielizny) uniemożliwia mi to.  Zasadne staje się zatem kupienie sobie czegoś nowego. Na tym etapie wiem, że nie bedzie to zakup, który nieużywany wyląduję gdzieś na dnie szafy.
Partner
Fajnie biegać z kimś. Bezpieczniej, weselej, raźniej. Ale samemu też nie jest źle - przez jakiś czas biegałam sama, bo Tomek miał  kontuzję. Fakt, że mobilizowałam się do tego bez drugiej osoby jeszcze bardziej mnie podbudowywał i nakręcał.

Ciało

Ciało się zmienia - staję się bardziej jędrne, gładkie, wytrzymałe. Już po kilku tygodniach widać pierwsze efekty. I to jest dopiero kop. Ale to oczywiste, nie ma sensu o tym nikogo przekonywać :)

Bye bye, ja wychodzę pobiegać :)  

1 komentarz:

  1. ehhh...a ja biegac nie moge, bo mam peknieta rzepke w kolanie...buuu... pobiegalabym z toba :")

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedzenie Zakładników Codzienności oraz za Twój komentarz