5 sty 2015

Co mi się marzy do domu

Zgłębiam dziedzinę nieulegania chwilowym zachciankom i modom. Idzie mi coraz lepiej.  Coraz rzadziej miewam nagle zrywy serca w czasie spaceru korytarzami Ikei, przestałam też przeglądać wirtualne magazyny pełne różnorakich duperelek, z których każda po kolei może wydawać się niezbędna i zdecydowanie masthew. Kiedy mieszkanie było jeszcze czystą, niezapisaną kartą, a z każdego kąta wyzierała pustka, o wiele łatwiej było o różne potknięcia i pomyłki. I chociaż feng-shui nie zostało nawet rozpakowane z kartonowego pudła - i tak żyje się nam tu świetnie. W zupełnej niewiedzy tych wszystkich mądrych zasad, egzystujemy sobie spokojnie, ostatnio z gołębiem- balkonowym przybłędą. Zatrujemy, że mamy swojego domowego peta - to zaś  dowód na to, że u Zakładników pod dachem dobrze się dzieje. Ten iście  sielankowy opis chciałabym jednak uzupełnić o listę braków. Nie spędzają mi snu z powiek, jednak na tyle długo zadomowiły się w moje wyobraźni, że nadaję im status "braków". One zdecydowanie powinny tu być, już jest na nie miejsce na podłodze, w kącie czy gdzie tam jeszcze trzeba. Inne klamoty się poprzesuwa, jak trzeba to poupycha na tej wcale nie dużej przestrzeni. Się to jakoś zorganizuje. Z wielu plątających się po głowie, wykrystalizowała  mi się w ostatnich miesiącach taka właśnie piątka.


h&m home

4 sty 2015

Kulturalnie w nowym roku

Jestem zodiakalnym Bykiem - a to właśnie o Bykach często piszą, że są zmysłowe i wrażliwe na piękno natury czy sztuki. Piszą oczywiście również o trudnym charakterze tych rogatych delikwentów, ale kto z dyplomem psychologa w kieszeni przejmowałby się takimi astrologicznymi głupotami? :) Co do kwestii wrażliwości na piękno jestem zaś w całkowitej, wewnętrznej zgodzie mojej byczej natury. Wizyta w muzeum to dla mnie rzadko stracony czas.  Potrafię wydać spore sumy na bilety wstępu do ciekawych galerii, albo stać w długaśnych kolejkach do upragnionego  wejścia  ( kto czekał w kolejce do Muzeów Watykańskich, wie o co chodzi). Słuchanie muzyki na żywo to jedna z największych dla mnie przyjemności - no może z wyjątkiem "koncertów" weselnych kapeli, wykonujących covery hitów disco polo. W tym roku chciałabym więcej i częściej korzystać z tego, co w sferze kultury i rozrywki oferuje nie tylko Śląsk, ale chociażby moja własna, domowa biblioteczka czy płytoteka. Regularnie się odchamiać, jak zwykło się potocznie mówić. W opozycji do tego nader nieeleganckiego sformułowania stoi zaś piękne określenie " randki artystycznej", z jakim spotkałam się na blogu Kasi z simplicite.pl. Myślę, że nie do końca jest on synonimem słynnego "odchamiania", jednak idea pozostaje zrozumiała. To taki czas dla siebie, kiedy to możemy pokontemplować, pozachwycać się czyjąś twórczością, nasycić pięknem, zainspirować siebie do nowych, twórczych działań. Czy przeglądanie kreatywnych blogów to również będzie randka artystyczna? Sama nie wiem, ale jestem skłonna zaliczyć tą aktywność, gdyż ostatnio zajmuje mi sporo czasu  :) Sama z niecierpliwością szykuję się na wtorkową dosłownie randkę ( przy okazji artystyczną). Zakładnicy wędrują bowiem na jazzowy koncert do sali kameralnej nowiutkiej i króciutko śmiganej siedziby NOSPR-u w Katowicach. Co to takiego? Jedna z najnowocześniejszych sal koncertowych w Polsce i Europie, ponoć z nieziemską akustyką i ciekawą architekturą. I to za całe 20 zł za bilet. No błagam, niewiele więcej niż randka w McDonaldzie przy hambigsach i coli ( czyli randez-vous rodem z gimnazjum). A myślę, że wrażenia znacznie cenniejsze :) 



2 sty 2015

Mam swoją Jadłonomię

Już z samego rana przypuściłam atak na katar, który w nocy kompletnie rozłożył mnie na łopatki. Około południa walka wciąż nie była wyrównana, jednak z tendencją wyraźnej poprawy po mojej stronie. Postanowiłam, że będę nieugięta i nie dam się pokonać jakiejś wrednej chorobie. Działam na kilku frontach i poza medykamentami z apteki, faszeruję się jeszcze zdrowym jedzeniem. Ponoć kasza jaglana pomaga w walce z katarem, gdyż łagodzi stany zapalne błon śluzowych. Postanowiłam przetestować to na swoim organizmie, aplikując jagły na śniadanie. Czy jej zbawiennie działanie na moje nozdrza dojdzie do skutku wciąż pozostaje pod wielkim znakiem zapytania, jednakże pewne jest, że po świątecznym obżarstwie takie lekkie i zdrowe śniadanie podziałało genialnie  na moją psychikę. Zdecydowanie jagły górą w walce z kilogramami poświątecznych  wyrzutów sumienia!! Organiczny i ekonomiczny środek rodem ze Społem o arcywybitnych walorach smakowych i leczniczych.


Jadłonomia

1 sty 2015

W idealnej równowadze

Z wyjątkiem zdrowia, którego stan nieopatrznie wymknął mi się spod kontroli ( tak to jest, jeśli  w tęgi mróz zapomnisz zabrać z domu czapkę), dzisiejszy dzień ulokował się w obszarze idealnej równowagi. Równowagi bycia z innymi i z sobą samą.  Mój wewnętrzny, gderliwy tetryk, od czasu do czasu podszeptuje mi na ucho, aby sylwestra spędzić w domu, jak Bóg przykazał. W kapciach i eleganckich spodniach od piżamy i  z mężem na podorędziu, wspólnie pląsających po mitycznej białej sali. Rokrocznie zwycięża jednak potrzeba dobrej zabawy, a cekiny i szpilki wiodą prym nad wygodnym, domowym odzieniem. Szykuję zatem super-fryzurę (nieodbiegającą wprawdzie zbytnio od mojej zwyczajnej :) i stawiam czoła sylwestrowemu wyzwaniu. Z tak dobrą, stałą od kilku lat ekipą, nawet łapanie taksówki w posylwestrowym Krakowie jest do strawienia, a wiadomo że żołądki i wątroby mają co robić w tym czasie :) Zaś wieczorem, kiedy wszyscy dookoła wystrzelają już swoje zapasy fajerwerków i petard,  Zakładnicy Codzienności  powracają do swojego rytmu, odliczając kolejne miejsca na Trójkowej Liście Wszechczasów. Ciekawe kto z Was też jej w tym roku słuchał?


29 gru 2014

Plany, zamierzenia i życzenia dla Was na Nowy 2015 Rok

Nastały dni wirtualnej ciszy, nie mające jednak wiele wspólnego z wewnętrznym wyciszeniem. Wręcz przeciwnie - święta minęły mi w gwarnej i wesołej atmosferze, a na horyzoncie już tuż tuż sylwestrowe, mam nadzieję całonocne szaleństwo. Głowa zajęła się nadprodukcją planów na nowy rok. W spisie treści znalazłyby się i te dotyczące zdrowego odżywiania się i nauki języków obcych, czy wymarzonych podroży. Zdrowy rozsądek czuwa jednak nad wszystkim i doradza, aby po prostu cieszyć się życiem ( czyli jak zwykle) i robić swoje. Z ustaleniem - rzecz jasna - kilku priorytetów. A te lokują się w myślach już od dłuższego czasu. Zatem, mam w planach na przyszły rok co najmniej dwie wyprawy w Tatry - bardzo chcę wejść po raz pierwszy  na Rysy oraz wczesną wiosną zobaczyć hale pełne krokusów. Poza tym koniecznie chciałabym powtórzyć rowerową wyprawę w Bieszczady, która była wspaniałą przygodą i okazją do sprawdzenia własnych sił i determinacji w 2013 roku. Ostatni z planów, dosyć odległy w czasie - wymagający jednak wcześniejszych przygotowań - to udział w ogólnopolskim dyktandzie, organizowanym prawie co roku w katowickim Spodku. W tym roku zbyt późno wysłałam swoje zgłoszenie i nie było już wolnych miejsc, ale w przyszłym będę miała to na uwadze odpowiednio wcześnie. Czy coś jeszcze? Zdecydowanie tak! Niedługo minie rok jak narodziło się moje Zakładnikowe dzieciątko i chyba najwyższa pora dać mu trochę więcej uwagi, wprowadzić jakieś zmiany, coś ulepszyć. W głowie dudni mi pytanie, czy dam sobie z tym radę sama oraz jak się za to zabrać...

http://www.vtwonen.nl/

19 gru 2014

Jak skutecznie stawiać sobie cele

A może - zamiast o tej wrednej wadze i o tłuszczyku na boczkach - pomyśl, że tu chodzi o Twoje zdrowie...

Plany,  manifesty zmian i wielkich kroków  do przodu, całoroczne rozliczenia i punktowania siebie za kolejne pozycje skreślone z tych wszystkich "wish-list" i innych "to-do". Decyzje, czy odhaczamy, czy może od -ptaszkujemy? A może jednak stary, dobry iksik najlepiej się sprawdzi w tym całym podsumowaniu - co wyszło a co nie wyszło z tych noworocznych planów i postanowień. Noworocznych - ubiegłorocznych...   Bierzemy rok pod lupę, bierzemy też siebie. Przecież w styczniu było jeszcze tyyyyle czasu, a potem trzask - prask i znowu pieczesz te choinkowe pierniczki i stroisz się na Sylwestra w dyżurne cekiny. Kto rok w rok ma pewne żelazne pozycje na tych swoich listach, ręka w górę. Pozycje, które trzymają się tak dobrze nie tylko ze względu na ich wagę, ale główne na naszą opieszałość w ich realizowaniu. W takim razie po co je tam wpisujemy? Po co rok w rok wałkujesz te 5 kilo, zamiast cieszyć się pełnią pełniejszego ciała? Dlaczego tak bardzo zależny Ci na konwersowaniu po włosku czy angielsku - w zamian za to możesz przecież celebrować piękną polszczyznę i zachwycać się literaturą staropolską. Czy na prawdę zależy Ci na tym by chodzić na siłownię? A może rzeźbę ramion trenujesz przy domowym sprzęcie w postaci mopa lub odkurzacza. Chcesz skończyć z tym bezsensownym przepisywaniem zeszłorocznych  postanowień  w nowe notesy i zeszyty? Poczytaj jak skutecznie  stawiać sobie cele,



http://www.onlydecolove.com/


15 gru 2014

Świąteczne rośliny doniczkowe + małe diy

Zabawne, jak człowiek zamyka się czasem w różnych dziwnych przekonaniach i zasadach... Nawet jeśli  rzecz tyczy się spraw bardzo błahych - w tym przypadku  kwiatów. I wcale nie mam tu na myśli łamania zasady, że kwiaty zdecydowanie wręczamy pąkami  do góry (a z tymi, którzy wolą, aby obserwowały czubki ich butów nie zamierzam dyskutować). Chodzi o hiacynty.  One od zawsze kojarzyły mi się z wiosną  i chmarami  pszczół i trzmieli, które w kwietniu i maju zabierają się do poważnej pracy zapylaczy. Hiacynty i Boże Narodzenie nigdy razem nie występowały w mojej wyobraźni. Hiacynty to Wielkanoc, koniec i kropka... Wszystko zmieniło się w tym roku. Czytając lub tylko oglądając rożne strony w sieci, już w listopadzie niejednokrotnie napotykałam na zdjęcia wyłaniających się z pokaźnych cebul soczyście zielonych liści. I choć na początku trochę mi nie pasowały do jesiennej aury, dosyć szybko zmieniłam zdanie. Czemuż by nie dostarczyć sobie trochę wiosennego, upajającego zapachu  w samym środku zielonej posuchy?  Tak też zrobiłam - i od kilku dni cieszę się moimi pierwszymi zimowymi hiacyntami. Przyglądam się  ich malutkim kielichom, dotykam woskowanej faktury, wciągam głęboko w nozdrza ożywczy, słodki zapach.  Ale się  cieszę , że porzuciłam te stare głupie zasady...



14 gru 2014

Jak wykorzystać dni, które pozostały do świąt... ( i konkurs)

Dni, które pozostały do świąt, można już odliczać na palcach... Wprawdzie ta arytmetyka wciąż wymaga dwóch rąk, ale ani się obejrzę a zostaną tylko wspomnienia o przedświątecznych przygotowaniach. A mój ulubiony barszczyk  - chociaż gotowany  w wielkim garze - sięgnie poziomu dna ... To zdecydowanie jeden z najsmutniejszych momentów podczas świąt :) Po ostatnim fantazjowaniu o dzikich plażach i palmach, o których pisałam kilka dni temu, dzisiaj znów wtopiłam się w świąteczny deseń. Na chwile zgubiłam w jedlinowym gąszczu tuż przed jednym z supermarketów i poudawałam, że ta "kraina" to Narnia. Poczułam się jak dziecko, buszując wśród tysięcy choinkowych ozdób i przypomniałam sobie jak dawniej robiłam "brokat" z potłuczonych bombek. Tęsknie wypatrywałam jakichkolwiek oznak śniegu, ale tylko deszcz nieubłaganie bębnił w szyby samochodu. Pewnie w ramach zimy jutro będzie gołoledź - ale zawsze  można poudawać, że to wyczekiwana świąteczna ślizgawka.



13 gru 2014

Konkurs Świąteczny!!

 

Taki czas w roku - Czas Obdarowywania... Ja również mam coś dla Was! W moim pierwszym w blogowym życiu konkursie przygotowałam to, w czym jestem dobra i co bardzo lubię robić - naszyjniki. Dodatkową niespodzianką jest to, że naszyjniki są dwa, a szczęśliwy zwycięzca bedzie mógł wybrać jeden z nich.

 

 Pierwszy: klasyczny, perełkowy naszyjnik ( szklane perełki w kilku rozmiarach i kolorach)- bardzo elegancki i kobiecy. Będzie pięknie prezentował się nie tylko z małą czarną, ale również z marynarką, prostym t-shirtem  i dżinsami. Ponadczasowy i nieśmiertelny przynajmniej od czasu Coco Chanel, która tak mocno rozsławiła taki rodzaj naszyjnika.

Drugi - długi, wiszący - z granatowym chwostem na końcu i ceramicznymi koralami.



7 gru 2014

Muffiny owsiane ze świeżą żurawiną

Skusiła mnie kolorem. We wszechobecnej szarzyźnie wszystko co wibruje czerwienią lepi mi się do rąk i chce przyjść ze mną do domu. Jabłka, granaty, a teraz żurawina. Kwaśna tak, że wykręca ryjek na boki, a ręce kieruje w stronę łychy z cukrem. Nieustępliwie i zajadle kwaśna! Postanowiłam  złamać jej  trudną naturę, przedstawiając jej  słodsze okoliczności. W ten sposób właśnie powstały pyszne muffiny owsiane ze świeżą żurawiną.  Jak się ta panna tam rozpanoszyła, mówię Wam! W pracy zespołowej jest niewątpliwą liderką, skupiającą wokół siebie pozostałe towarzystwo. Charyzmy jej nie brakuje do przewodzenia w tym  muffinowym komplecie. Płatki owsiane i żytnie, a nawet siemię lniane spuszczają trochę z tonu i zgadzają się być w cieniu tej małej żurawinki.  Ona zaś po upieczeniu uzyskuje doskonałą  równowagę w smaku, pomiędzy kwaskowatością nadmierną a miłą dla języka.  Spieszcie się zanim amatorzy dziczyzny nie przerobią jej na wytrawne konfitury - w  takiej postaci jest pyszna! 




6 gru 2014

"Migracje" Mela Koteluk - recenzja

Dorośli wcale nie muszą być tacy grzeczni by ściągnąć do siebie Mikołaja. Po osiemnastce  życie rządzi się przecież innymi prawami... To może i Mikołaj przychodzi trochę inny, taki od dorosłych... Jest wyrozumiały dla większych i mniejszych grzeszków, dla niechodzenia spać po dobranocce i jedzenia lodów na śniadanie. Przymyka oko na fanaberie, pozwala słuchać muzyki tak głośno, że aż trzeszczą ściany i oglądać horrory do 12 w nocy. Nie musimy tłumaczyć mu się z pomalowanych na czerwono paznokci ani tuszu na rzęsach. Nie wymaga od nas ubierana się jak na ludzi przystało, pozwala farbować włosy na zielono i niebiesko i wbić kolczyk w nos. Nie powie nam przecież, że tak nie wypada... Bo pociągniemy go z przekorą za brodę i jeszcze się okaże, że doklejana...



5 gru 2014

Książki kulinarne idealne na prezent

Zwykle zbyt późno rozpoczynam sklepowo-prezentowy maraton, na czym cierpią nie tylko moje nogi, ale i głowa. Siwizna  grasuje już nie tylko po moich skroniach - powoli acz sukcesywnie rozprzestrzenia się w wyższe partie obciążonej świątecznym stresem makówki. W wielkim pędzie próbuję  wtedy  upolować coś do ubrania na świąteczną wieczerzę, a w przypływie  energii nawet na Sylwestra. Miotam się między ciuchami, regałami pełnymi książek a perfumeriami - mam odciski na stopach, szum w uszach i lekko ogołocone konto :) W nozdrzach świdruje mi syntetyczny zapach jedliny i pierników, pod nosem nucę świąteczne,  popowe hiciory sprzed kilku dekad. Czuję się tym wszystkim trochę oszołomiona -na wpół radosna i podniecona, na wpół zmęczona i przesycona do granic możliwości  tym wszechobecnym trąbieniem o świętach i ciągłym  potykaniem się o panów Mikołajów... W gorączce poszukiwania prezentów, z perlistym potem na czole i ciężkimi siatami w dłoniach, możemy czasem zgubić to, co najważniejsze... Przesłanie obdarowywania ważnych dla  nas osób tym, co  bliskie ich sercom, gustom, lub zwyczajnie zapotrzebowaniu. Sama sobie funduję ten bardzo niepożądany stan rok w rok. W tym roku - wbrew tradycji - rozpocznę trochę wcześniej :)