20 sty 2015

Słodki smak wygranej

Zdecydowanie  nie jestem z tych, których elektryzuje wiadomość o kumulacjach w loteriach. Wychodzę z założenia, że jeśli człowiek sam nie zakasa rękawów, los nie ześle mu gwiazdki z nieba albo kopy pieniędzy. Dżinnów w naszym klimacie brak.  Rawa ( czytaj: brudna i śmierdząca rzeka, płynąca przez Katowice) nie obfituje raczej w złote rybki ( obawiam się, że jej ekosystem  tworzą głównie glony i śmieci). Kominiarzy  tutaj dostatek i nawet jeden wczoraj był u mnie w domu, ale oni są od życzeń małego kalibru. Po tym krótkim przeglądzie ewentualnych, magicznych źródeł różnorakich dóbr i pieniędzy, już chyba łatwiej szukać bogatego i starego wuja ze spadkiem. Ale, ale... może i ja zmienię zdanie w kwestii tych kumulacji, bo właśnie coś wygrałam! Słodki smak zwycięstwa poczułam w lekko skisły wieczór. Gwałtowny wybuch szczęścia na wieść o wygranej w konkursie Kukbuka był prawdziwym energetycznym kopem. Ze zdwojoną siłą zabrałam się potem do karkołomnych wywijasów szydełkiem, które w efekcie mają przynieść wymarzoną pufę. Czasami jednak warto dać szansę szczęściu się poszczęścić...



19 sty 2015

Sprawdzone kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała, które nie zrujnują Twojego budżetu

Kilka tygodni temu pisałam o moich makijażowych hitach ( klik). Sprawdzone kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała, które nie zrujnują Twojego budżetu to moi dzisiejsi bohaterowie. Piszę z pozycji zadowolonego konsumenta - nie dogłębnego  znawcy tematu i badacza składów, który studiuje łacińską  listę  na opakowaniu  z lupą w ręce. To nie dla mnie. Zatem z góry uprzedzam, że osoby mocno zaangażowane w takie quasi-naukowe badania mogą  się rozczarować lub z przerażeniem odkryć, że smaruję swoje ciało nader nieekologicznymi produktami. Nie znam się na tym, jeżeli zaś Ty się znasz, chętnie przeczytam Twoją opinię.

Dla mnie kosmetyk musi spełniać kilka kryteriów. Powinien być łagodny dla skóry  ( moje wrażliwe oczy od razu wyczują niebezpiecznego agresora, który sprawia, że pieką i łzawią ). Ważny jest dla mnie jego zapach ( szczególnie w przypadku kosmetyków do ciała) i miła konsystencja. Poza tym dobrze, jeżeli nie są szczególnie mocno naszpikowane tymi wszystkimi parabenami itd, ale przyznaję, że w tej kwestii kieruję się głównie informacjami z opakowania ( nie składem - na tym się nie znam) . Estetyka opakowania to kolejny ważny punkt, czasem nawet przesądzający o zakupie. Nie było tak jednak w przypadku żadnego z prezentowanych tutaj produktów, gdyż szczególną urodą nie powalają na kolana :) Ostatni czynnik to cena. Nie mogę pozwolić sobie na  kosmetyki z perfumerii. Szukam tych w drogeryjnych cenach. Jeżeli mamy punkty wspólne na tej liście czynników - zapraszam :)

tanie i dobre kosmetyki z drogerii

18 sty 2015

O meandrach blogowania

Czytelniku! Chcę Ciebie zaprosić i zastanawiam się, jak Cię skusić do wejścia w te moje skromne progi? Wiem bowiem, że  moja Chatka dosyć jeszcze nieurodziwa. Ot, tylko z grubsza pobielone ściany, a w wirtualnym kącie -  twarda ławka do przyklapnięcia na chwilę ( średnio na około 3 minuty). Szata graficzna raczej zgrzebna - pokusiłabym się nawet o porównanie z workiem pokutnym.  Mogłabym  wprawdzie tłumaczyć się zamiłowaniem do  minimalizmu i prostoty, prawda jest jednak zgoła inna.  Okazuje się bowiem, że język html, jest dla mnie zdecydowanie zbyt trudny. Poza tym odnoszę wrażenie, że opiera się głównie na trybie rozkazującym ( komendy), a ja zdecydowanie stawiam na dialog. Ciekawi mnie jeszcze, czy Bóg wymyślił go podczas mącenia w wieży Babel i czy można gdzieś kupić słownik z html-a na nasze. Jeśli gdzieś widzieliście taki, ratujcie! To wszystko to rzecz jasna dopiero czubek góry lodowej. Każdego dnia dowiaduję się bowiem o czymś nowym.  Alchemia blogowania opiera się zatem nie tylko na moich  słowach, lecz także na SEO, CSS i Google jeden raczy wiedzieć na czym jeszcze. A ja naiwna myślałam, że cała tajemnica tkwi tylko w słownej kreacji. Otóż nie i tenże Czynnik X (w tym miejscu stosowany zamiennie z SEO) to sprawa (ponoć) pierwszej wagi. Biada mi, naiwnej bździągwie!. Jakże wiele razy dawałam się ponieść rzece słów,  zdawałoby się - sprytnie lawirując w meandrach własnych skojarzeń - nie zdając sobie  sprawy z tych newralgicznych  punktów, opisywanych na mapie tejże rzeki jako: h1, h2, h3 i tak dalej.  Teraz, gdy próbuję uregulować jej koryto i trzymać się tych nowo poznanych zasad, nurt wyrywa mi się spod kontroli, a ja wracam do starych nawyków. I bądź tu człowieku mądry i bloguj! Poza tym mądre głowy doradzają, aby poznać nawyki swoich Czytelników.  Nie serwować im nowych treści bez wcześniejszego zgłębienia ich przyzwyczajeń. Może się bowiem okazać, że gdy Ty publikujesz blogowy artykuł w  arcyważnym temacie, oni właśnie tłuką schab na niedzielne kotlety, albo wciągają rosołowe nudle. I jak tu blogować i nie zwariować? :)

foter.com

17 sty 2015

Dobre myśli - antidotum na stres i zmęczenie

Jak to zwykle przy sobocie, urobiłam się po same łokcie. A tu tylko niewielkie M3 z malutką kuchnią i łazienką. Jak ludzie sprzątają te swoje ponadstumetrowe lofty, pytam - no jak? Odechciało mi się dodatkowych metrów podłogi i  dodatkowych okien, no chyba że zostanę jakąś milady z własną  świtą, jednak na to zdecydowanie się nie zapowiada. W ramach odreagowywania i mentalnego odpoczynku, podejmuje dziś zadanie, jakie kilka dni temu zaproponowała mi autorka bloga keepdestination. Polega ono na przypomnieniu sobie ważnych dla nas chwil, które nastrajają nas pozytywnie i wywołują uśmiech na twarzy. To skuteczna praktyka wspomagająca proces relaksowania się, wyciszania - bądź odwrotnie - dopingowania siebie do działania.  Wszystko zależny od celu, jaki chcemy osiągnąć. Inne obrazy z własnych wspomnień działają na nas relaksująco, inne zaś dopingująco. Ważne jest to, że  przypominanie sobie znaczących  i dobrych wydarzeń w naszym życiu, pomaga skierować naszą uwagę na jego pozytywne aspekty, na osobiste osiągnięcia, sukcesy czy satysfakcjonujące relacje. Wspomaganie się zdjęciami jest jak najbardziej dozwolone. Osoby, które często doświadczają trudnego do opanowania stresu, zachęcam do noszenia przy sobie wybranego zdjęcia, które dokumentuje jakieś wspomnienie związane z relaksem, wypoczywaniem, regenerowaniem się.




16 sty 2015

Kto bogatemu (w wyobraźnię) zabroni?

Gdy zaczęłam rozmyślać nad  tematem, mój umysł wszedł na niebezpiecznie wysokie obroty. Skojarzenia wyskakiwały jedno za drugim, zupełnie nieskrępowane ograniczeniami geograficznymi czy grubością portfela. Jedną nogą byłam zatem w dalekim i chłodnym Petersburgu, by już za chwilę szukać cienia przed  meksykańskim słońcem, a jeszcze później oblizywać usta po wciągniętym na szybko tapas, tuż przed zgłębianiem  zbiorów Muzeum Prado. Tak to już jest - daj palec - wezmą całą rękę. Nie inaczej było tym razem ze mną, choć dawcą i biorcą tejże ręki byłam ja sama, a cała operacja nie wyszła poza granice mojej wyobraźni. Postawiłam sobie  bowiem trudne, mentalne zadanie, polegające na  stworzeniu mojej listy Top 3 światowych muzeów, których zbiory chciałabym kiedyś zobaczyć. Tenże Top był jednak zdecydowanie zbyt cropped  i  nie sięgał nawet do pępka moich pragnień. Uznałam, że  Top 5 jest  bardziej zasadny, a ostatecznie po prostu poszłam na całość. Reasumując:  kto bogatemu (w wyobraźnię) zabroni... No kto ? :)

museofridakahlo.org


14 sty 2015

6 sposobów na styl boho w domu


Nie lubię sztywnych, wykrochmalonych kołnierzyków, zapiętych pod szyję na ostatni guzik. Podobnie mam z domami - te zbyt wymuskane i "od linijki" to zwyczajnie nie to.  Od zawsze pociąga mnie szczypta bohemy zamknięta w czterech ścianach. To ściany nadają jej formę - wystarczająco odległą od atelier cudacznego artysty, bywającego na bakier z porządkiem i ładem - wystarczająco bliską mojej wrażliwości na kolory, faktury czy wzory. I choć nigdy nie umoczyłam ust w absyncie, a życie prowadzę bardzo konwencjonalne, ja też czuję tego ducha.  Czuję go bardzo wyraźnie. W niedbale rozrzuconych na kanapie poduchach - eksplodujących kolorami i wzorami rodem z Indii albo Ameryki  Południowej. W dywanach,  ręcznie tkanych gdzieś  w starych marokańskich i tureckich manufakturach. Zamiast skomputeryzowanych maszyn, wolę widzieć tam pochylone plecy rzemieślników, wkładających serce w misterne sploty wełnianych i jedwabnych nici. Czuję go w bajecznie kolorowej ceramice, która zaklęta w kształt kubka czy filiżanki, przy niespiesznym zbliżeniu do ust, ujawnia moc kawy lub herbaty. W ruchach pędzli zastygłych na powierzchni płócien, których wartość bywa tylko sentymentalna. To jest boho. Styl boho we wnętrzach trudno jest przełożyć na słowa. Dużo lepiej radzą sobie z tym obrazy.  Rzucasz okiem na zdjęcie wnętrza i po prostu wiesz, że to jest to. Swoboda, luz, wyrafinowanie.  Wyważona dawka tego co kolorowe, z tym co jest jednobarwnym tłem, mocno do mnie przemawia.  Trochę artystycznego rękodzieła, absolutny zakaz przewidywalności. Tak jak każdy z nas ma kompletnie inne linie papilarne, tak i mieszkania w stylu boho są niepowtarzalne.



residencemagazine.se


13 sty 2015

Zemsta bylejakości

 Czy dosięgła Cię kiedyś zemsta bylejakości? 

Pamiętam ten dzień jakby to było dzisiaj. W biegu, jak zwykle prawie spóźniona. Bałam się, że za chwilę będę musiała gonić ogon tramwaju... Właśnie trwała moja przygoda w zawodzie pedagoga - uczyłam psychologii. Klasa przedmaturalna, technikum fryzjerskie. Jak zwykle we wtorkowe, wczesne popołudnie miałam  poprowadzić 2 lekcje. To był marzec. Cherlawy, jak to ma w naturze.  Nie wiem, czy z buntu przeciwko zimie, czy w ramach ośmielania wiosny, wdziałam na siebie jakieś lekkie ciuchy i moje nowe buty. Szpilki, lakierowane, w kolorze oliwki. Z czubkiem, takim jaki powracał wtedy do łask, bardzo ładne. Chwaliłam się tymi szpilkami na prawo i lewo. To był "łup" z ostatnich, lutowych tchnień przecen w Parfois, za bodajże 19.90. Łowczyni okazji, z trofeum na stopach w rozmiarze 36 łamane na 37, pędziłam na ten tramwaj jak na złamanie karku. Ze złamanym obcasem. Ten ugiął się przed zadaniem niemalże tuż za progiem, zaraz po wyjściu z bloku. Nie wytrzymał presji zadania albo mego ciała :). Ja natomiast nie wytrzymałam ( a może jednak wytrzymałam?) presji czasu i popędziłam dalej, z tymże złamanym  obcasem. Nie było bowiem  odwrotu. Powrót nawet na 5 minut do domu groził sporym opóźnieniem rozpoczęcia zajęć ( tak to jest, jak wychodzi się na ostatnią chwilę). Od razu przypomniał mi się filmik instruktażowy w przypadku złamania obcasa, w postaci reklamy mentosów. Nie skorzystałam, a podczas lekcji zasiadłam za biurkiem - jak na "profesorkę" z technikum przystało -  i w tej pozycji prowadziłam lekcje.   Tak, to była zemsta. Zemsta bylejakości. 

zdjęcie z wyprawy w Tatry - wtedy to dosięgła mnie zemsta bylejakości skarpetek.   


12 sty 2015

Najlepsza faszerowana papryka i faszerowane bakłażany

Dziś bez wstępów, prosto do rzeczy. A rzecz też w sumie prosta, pyszna i obłędnie pachnącą. A i oczy nią nakarmisz przy okazji. W sumie za jednym zamachem prawie wszystkie zmysły załatwione, bo i po brzuszku na koniec z przyjemnością się poklepiesz. Obiecuję :) Wspaniała faszerowana papryka i bakłażany.  Cóż to była za uczta, nawet Magdy Gessler nie bałabym się zaprosić pod swój dach na te papryki i bakłażany. Wczoraj robiłam je pierwszy raz w ten sposób i coś czuję, że nie ostatni - w tym tygodniu :). 


przepis na faszerowana papryka faszerowane baklazany


11 sty 2015

Prosty kalendarz ścienny DIY

Tik-tak, tik-tak, tik-tak... wyznacza rytm życia. W dzieciństwie kojarzyło się tak przyjemnie z pewnym wąsatym panem, który zabawiał z telewizora. Dzisiaj to dźwięk często kłujący w uszy, co nachalnie przypomina, że "nie ma czasu do stracenia", że "czas to pieniądz" . Wiadomo o co chodzi. Dopiero co chowaliśmy  facjaty przed śmigającymi w powietrze korkami od szampana, a dziś już 11. Zaraz 12, 13... Niby fajnie, coraz bliżej wiosna i nawet aura zdaje się sprzyjać takiemu hiper optymistycznemu spojrzeniu na styczeń.   Ani mrugniesz okiem a zlecą się bociany, żaby zaczną budzić się z zimowej hibernacji,  na parapecie zakiełkuje ci wiosennie bazylia, a ty rozpoczniesz jakieś instagramowe wyzwanie z bikini  w tle. Ani się obejrzysz, a rozpanoszą ci się na skroniach włosy  w odcieniu najmodniejszej szarości, a na urodzinowych tortach będziesz wbijać jedną symboliczną świeczkę. No i z przerażeniem uświadomisz sobie, że gdy dzieci z podstawówki mówią o  starych babach, to tyczy się absolutnie wszystkich po 30-stce :)






8 sty 2015

Wyzwanie: wprowadzam trzy zdrowe praktyki

Wyzwanie: wprowadzam trzy zdrowe praktyki
Wydeptałam sobie ścieżkę - jak przystało na zwierzę stadne. Dosyć krótką i nieskomplikowaną, taką do przejścia na czuja - nawet przy zamkniętych  oczach. Wiedzie ona - niczym u zwierząt - do wodopoju. Wiedziony zapachem, podąża nią także mój samiec. Zapachem bynajmniej nie moim, lecz kawy.
Poranna  kawa na czczo ( na szczęście bez papierosa ) to mój codzienny rytuał.  Myślę, że wręcz nawyk. Niestety tych nie do końca zdrowych mam trochę na sumieniu. W menu za dużo tej białej, słodkiej śmierci. Na 10 obiadów, pewnie z 9 dosolę bez spróbowania. Bąbelki i czipsy to nie moja bajka, przynajmniej tu jestem czysta jak łza i świecę dobrym przykładem. Ale już w kwestii wyboru czekolady nie kieruję się procentową zawartością kakao.  Dla zachowania równowagi postanowiłam wprowadzić więcej zdrowych praktyk, które mam nadzieje rozgoszczą się  w moim stylu życia i zostaną na dłużej, jako zdrowe nawyki.



7 sty 2015

Jak pracować nad swoją cierpliwością?

Jak pracować nad swoją cierpliwością? Cierpliwość. Szkoda, że nie kupuje się jej na kilogramy, albo nie doładowuje, jak stanu konta telefonu w bankomacie. Byłoby to dla mnie świetnym rozwiązaniem. A tak, niewyposażona w odpowiednio duże pokłady tej cechy, nie raz, nie dwa szargam nerwy na byle pierdołach. Chciałabym szybciej, sprawniej, rach ciach ciach i po sprawie. Ludowe mądrości, powiedzenia i przysłowia traktujące o czasie czy o czekaniu, nie zawsze trafiają do mojej  natury. Taka już jestem. Może to nie patologiczna przypadłość, w końcu jakoś się z tym żyć da ( a nawet da się żyć ze mną ). Czasem bywa nawet trochę śmiesznie. Jestem np. mistrzem przedwczesnego wręczania prezentów. Rekord pobiłam chyba dwa lata temu, kiedy to urodzinowy prezent wręczyłam Tomkowi około tygodnia wcześniej ( tłumaczenie: po prostu wiedziałam, że sprawi mu on wielką radość i wprost nie mogłam się doczekać, by zobaczyć te emocje na jego twarzy).  To właśnie moja niecierpliwość pewnie w jakiś sposób przyczyniła się też do tego, że dostałam się na studia psychologiczne. Bo choć wyniki z egzaminu były dla mnie niekorzystne i nie pozostało mi nic poza złożeniem dokumentów na inny kierunek, zdarzył się pewien "cud". Zmobilizowałam rodziców do pojechania ze mną ponad 300 kilometrów, na Uniwersytet w celu odebrania oryginałów dokumentów. Na miejscu - mając wgląd w swój pisemny egzamin wstępny, po przeliczeniu punktów okazało się, że zostały mi one źle policzone!!!! I to trochę ponad te brakujące do dostania się na listę osób przyjętych.  W ten właśnie sposób, po napisaniu odwołania i poinformowaniu w nim o całym zajściu,  po jego rozpatrzeniu po kilku tygodniach dostałam się na wymarzone studia. W czym tkwił haczyk odnośnie mojej niecierpliwości? A w tym, że wcale nie musiałam jechać tych 300 kilometrów po dokumenty, gdyż mogłam je otrzymać pocztą. No cóż, po prostu "zapomniałam" o to dopytać i dlatego była ta wielka rodzinna eskapada :)


Dlaczego na wakacjach dużo łatwiej być cierpliwym?


6 sty 2015

Rozgrzewająca zupa grzybowa z "Jadłonomii" i zimowy spacer

Nareszcie wyłoniliśmy się na porządny, zimowy spacer. Taki z prawdziwego zdarzenia, po którym poliki i nosy konkurują kolorem z brzuchami gili, a i o te drugie  nie trudno- i to nie tylko na drzewach :) Zewsząd otaczały nas chmary dzieci, testujące najnowsze modele dupolotów i sanek. I tylko od czasu do czasu zdarzał się jakiś niedorosły delikwent, narzekający na zbyt duże prędkości roztaczane tymi płozowymi pojazdami. Cały park brzmiał śmiechem i zadowoleniem. Dopiero bliżej zmierzchu do tej melodii doszedł jeszcze jeden dźwięk, później  zidentyfikowany jako szczękanie zębów. Wprawdzie nie da się  zagrzać na zapas, ale bliskie wspomnienie pysznej i gorącej zupy grzybowej okazało się na tyle krzepiące i  podnoszące na duchu, że doczłapaliśmy do auta z tym samym co na początku uśmiechem, przyklejonym na zmarznięte gęby. Przez myśl przemknęło mi nawet, że można by taka zupę zabrać ze sobą w termosie. Byłoby to jednak trochę niehumanitarne wobec wszystkich innych parkowych  zmarzluchów :)